Azerbejdżan i Kazachstan rozszerzyły współpracę dyplomatyczną, gospodarczą i w dziedzinie bezpieczeństwa do tego stopnia, że część w regionie zaczęła mówić o nich jako o swoistym „bloku” w opozycji do tych kierowanych przez Moskwę i Teheran.

Trend ten odzwierciedla ich wspólne poparcie dla trasy tranzytowej Korytarza Środkowego z pominięciem Rosji, interesów w regionie Morza Kaspijskiego oraz integracji Azerbejdżanu z Azją Centralną i Kazachstanu ze światem tureckim.

Zacieśniające się więzi między Baku a Astaną gwałtownie zmieniają geopolityczną mapę Eurazji, ograniczając możliwości Moskwy do kontrolowania regionu i zmuszając inne państwa do uwzględnienia nowych relacji.

Wspólna praca na rzecz Korytarza Środkowego

Na spotkaniu w Astanie w dniach 20–21 października – 13. takim szczycie w ciągu ostatnich pięciu lat – prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew podjęli kroki w celu pogłębienia współpracy gospodarczej i bezpieczeństwa swoich krajów. Niektórzy już zidentyfikowali swoją rosnącą i trwającą współpracę jako przekształcającą się w rodzaj regionalnego „bloku” w opozycji do innych, którym przewodzi Moskwa i Teheran. Baku i Astana nie zadeklarowały utworzenia takiego bloku, ale ich działania dotyczące wsparcia dla trasy Korytarza Środkowego omijającej Rosję i włączenia Kazachstanu do rozszerzonego świata tureckiego pokazują, że relacje między Baku a Astaną przesuwają się w kierunku ponownego wytyczenia mapy geopolitycznej tej części świata. Przynajmniej ich deklaracje na ostatnim spotkaniu mogą rozwiać przekonanie, że obie strony po prostu prowadzą ze sobą wielowektorową politykę. Rozszerzają swoją współpracę poza tę percepcję. Ta nowa mapa oznacza, że zdolność Moskwy do dominacji w regionie, tak jak to miało miejsce w przeszłości, została poważnie zagrożona, a inne mocarstwa, takie jak Chińska Republika Ludowa (ChRL) i Zachód, również muszą wziąć te zmiany pod uwagę.

Jeszcze przed spotkaniem Alijewa i Tokajewa ich współpraca wykraczała daleko poza to, co obaj robili z kimkolwiek innym w swojej wielowektorowej polityce zagranicznej. Od dawna działają na rzecz promowania Korytarza Środkowego mimo sprzeciwu Rosji. Działają wspólnie w sprawie Morza Kaspijskiego, rozbudowując swoje floty, przeprowadzając wspólne ćwiczenia morskie w pobliżu granicy z Rosją i domagając się od Moskwy działań mających zapobiec dalszemu zmniejszaniu się głębokości i degradacji morza. Ich komentarze i ogłoszone plany na ostatnim spotkaniu w Astanie odzwierciedlały jednak, jak bardzo pogorszyły się relacje między oboma krajami z Moskwą od czasu rozpoczęcia przez Władimira Putina pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r.

Kiedy Putin odwiedził Astanę pod koniec 2024 r., aby wziąć udział w szczycie Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, rosyjski przywódca nazwał Kazachstan „krajem rosyjskojęzycznym”. Tokajew, który przemawiał jako następny, odpowiedział po kazachsku, zmuszając Putina i jego otoczenie do słuchania tłumaczenia. Interakcja ta odzwierciedla zarówno nieporadność Putina w kontaktach z Kazachstanem i ogólnie Azją Centralną, jak i niezadowolenie Kazachstanu z założenia Moskwy, że powinien być uznawany za mocarstwo nadrzędne, niezależnie od tego, co robi i jak działa, niezależnie od tego, jak bardzo jest ofensywny. Astana jest pragmatyczna w oficjalnych relacjach z Moskwą. Rosji nie udało się opanować swojej arogancji, która prawdopodobnie jedynie jeszcze bardziej oddaliła od niej władze i ludność Kazachstanu. W związku z tym za rosnące oddalenie Kazachstanu od Moskwy Kreml ponosi winę w 100 procentach.

Moskwa traci w regionie?

Szerzej znane jest pogorszenie relacji Moskwy z Baku od czasu zestrzelenia przez rosyjskie wojska azerbejdżańskiego samolotu pod koniec 2024 r.. Wyjaśnia to, dlaczego Azerbejdżan przyjmuje coraz ostrzejsze stanowisko wobec Moskwy i jest zainteresowany współpracą z innymi – chociażby Kazachstanem. Przypadek Azerbejdżanu stanowi dodatkową wskazówkę, dlaczego bliższa współpraca między Baku a Astaną jest takim problemem dla Kremla. Ostatnio Alijew ogłosił zniesienie zakazu podróżowania dla Ormian podczas szczytu w Astanie. Zanim Baku i Erywań przystąpiły do uregulowania sporu o Karabach, Moskwa wciąż grała w tę samą grę „dziel i rządź”. Teraz, gdy porozumienie jest bliskie, Kreml może już nie mieć takiej możliwości. Coś bardzo podobnego, a być może nawet bardziej znaczącego, powstało teraz w relacjach Moskwy z Baku i Astaną. Zwłaszcza w kwestiach kaspijskich Moskwa nie może skłaniać się ku jednemu lub drugiemu, ponieważ, jak to już ma miejsce w przypadku Baku i Erywania, oba te kraje są zgodne, a zatem podjęcie działań przeciwko jednemu z nich z pewnością wywoła negatywną reakcję w drugim.

Moskwa ma niewielkie szanse na sukces, jeśli nie zmieni swojego podejścia. Dwa inne aspekty rozwijającej się współpracy między Baku a Astaną sprawiają jednak, że jest jej jeszcze mniej. Z jednej strony poparcie Astany dla przyjęcia przez Azerbejdżan większej i ściślej zintegrowanej roli w Azji Centralnej nie tylko zwiększa międzynarodowe znaczenie regionu, ale także oznacza, że wszelkie działania Kremla wobec niego, jak to ma miejsce obecnie w przypadku migrantów, będą miały prawdopodobnie znacznie większe negatywne skutki. Region ten staje się większy i ważniejszy jako aktor gospodarczy i polityczny, którego ani Rosja, ani reszta świata nie mogą ignorować. Z drugiej strony promowanie przez Baku Kazachstanu jako części świata tureckiego i entuzjastyczna reakcja Tokajewa na ten pomysł tylko pogłębiają problemy, z jakimi boryka się Moskwa w stosunkach z tymi dwoma państwami i osobami z ich otoczenia, o co Rosja martwi się od dawna.

Dla Rosji to, co dzieje się w relacjach między Azerbejdżanem a Kazachstanem, jest kolejnym przykładem tego, w jaki sposób inwazja Putina na Ukrainę zniszczyła to, co pozostało z rosyjskich wpływów w bliskiej zagranicy. Ta zmiana na mapie geopolitycznej regionu ma poważne konsekwencje dla innych podmiotów zainteresowanych Azją Centralną i Kaukazem Płd. – w tym dla ChRL, Iranu, Indii, Europy i Stanów Zjednoczonych. W miarę rozszerzania współpracy przez te kraje, jak to ma miejsce w przypadku Azerbejdżanu i Kazachstanu, podmioty z dalszych peryferii będą musiały brać pod uwagę interesy nie tylko kraju, na którym się koncentrują, ale także innych państw, z którymi jest on ściśle powiązany. Jeśli tego nie zrobią, będą skazane na poniesienie w regionie strat analogicznych do tych, które bierze Moskwa, a tym samym nie uda im się osiągnąć nie tylko celów doraźnych ale również tych dalekosiężnych.