Pierwszy szczyt Azja Centralna-UE odbył się w Samarkandzie w dniach 3-4 kwietnia. Wśród głównych aktorów byli prezydenci Uzbekistanu, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, przewodnicząca Rady Europejskiej António Costa oraz prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju Odile Renaud-Basso. Wydaje się, że znaczenie tego spotkania wykracza poza region Azji Centralnej.
W przeddzień otwarcia szczytu prezydent Uzbekistanu Szawkat Mirzijojew, który przewodniczył szczytowi, nazwał je prawdziwie historycznym wydarzeniem. Być może to sformułowanie powinno zostać rozszyfrowane.
Wielobiegunowe starcie
Szczyt jest ważny dla Azji Centralnej, która staje się obecnie strategicznym partnerem UE i otrzymuje bezprecedensowe możliwości i perspektywy. Jasne jest też, dlaczego szczyt jest wydarzeniem z punktu widzenia Unii Europejskiej, która jeszcze kilka lat temu wydawała się regionowi Azji Centralnej odległym zaściankowym prowincją, zwłaszcza na tle takich gigantów jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja. Ale nie chodzi tylko o uczestników szczytu. Nieoczekiwanie zapowiada się, że stanie się wydarzeniem ważnym, a oto dlaczego.
W ciągu ostatnich kilku lat sytuacja na świecie zmieniła się diametralnie lub, mówiąc językiem potocznym, wywróciła się do góry nogami. Dawno, dawno temu pierwszy prezydent Rosji, Borys Jelcyn, z radością mówił o przyszłym wielobiegunowym świecie: Rosja jest biegunem, Ameryka jest biegunem, Europa jest biegunem, Chiny są biegunem i tak dalej. Dzisiaj świat rzeczywiście stał się wielobiegunowy, ale bieguny pokłóciły się na śmierć i życie.
Stany Zjednoczone są w konflikcie z Chinami i całym światem, Rosja przyjaźni się z Chinami przeciwko całemu światu, a Unia Europejska z różnych powodów, często pozostających poza jej kontrolą, weszła w klincz z Rosją i Chinami. Osobnym ciosem w ustalony porządek świata była polityka 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. 2 kwietnia Trump wprowadził nowe cła, skutecznie rozpętując wojnę handlową przeciwko światu.
Cła nie są jednak najgorszą rzeczą, do jakiej zdolny jest Trump. Tak czy inaczej, nikt nie chce być zależny od jego kaprysów, a już na pewno nie – Europa, która ocenia obecną politykę Trumpa jako zdradę wspólnych wartości cywilizacyjnych i ideałów wolnego świata. Oczywiście Europa nie spisuje na straty Stanów Zjednoczonych, które pozostają pierwszym mocarstwem światowym: sama szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, wielokrotnie podkreślała, że UE jest gotowa do negocjacji z Waszyngtonem. Jednak siedzenie w miejscu, czekając, aż Trumpowi przyjdzie do głowy nowy, błyskotliwy pomysł, jest niewdzięcznym i wręcz niebezpiecznym zadaniem. Tutaj, jak mówią, ratowanie tonącego jest dziełem samych tonących.
W tym kontekście szczyt w Samarkandzie wydaje się być niezwykle aktualną reakcją na zmiany w polityce światowej. I w tym sensie hasło szczytu „Inwestowanie w przyszłość” może być przemyślane na nowo i brzmieć jak „Inwestowanie w teraźniejszość”. Wszystko zmienia się w takim tempie, że odpowiedź na to, co wydarzyło się dzisiaj, może nadejść nie za rok czy nawet za miesiąc, ale w najbliższych dniach. Kiedy porządek świata, który wydawał się niezachwiany, zaczyna się zmieniać, trzeba szukać nowych punktów oparcia i zrobić to bardzo szybko. W tym miejscu do gry wchodzi koncepcja, zgodnie z którą kryzys staje się oknem na nowe możliwości.
Korytarze transportowe, minerały krytyczne i inne obszary na agendzie rozmów
Szukając takich możliwości, okazuje się, że światło nie zbiegło się na głównych graczach, takich jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja. Okazuje się, że Unia Europejska może osiągnąć doskonałe wyniki, zwracając uwagę na regiony, których do pewnego momentu nie traktowała poważnie. Jednym z tych regionów jest Azja Centralna, co może być przykładem nieco nieoczekiwanej, ale skutecznej współpracy dla innych graczy na arenie międzynarodowej.
Przemawiając na otwarciu szczytu w Samarkandzie, prezydent Uzbekistanu Szawkat Mirzijojew nakreślił priorytety dalszych wspólnych działań Azji Centralnej i UE. Wymienił inwestycje: wzmocnienie dialogu politycznego oraz ram prawnych i instytucjonalnych współpracę wielostronną; w modernizacji gospodarczej i technologicznej; w sferze tzw. krytycznych zasobów mineralnych; zielonej energii i zrównoważenia środowiskowego.
Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w swoim wystąpieniu na szczycie mówiła o czterech obszarach priorytetowych. Są to Transkaspijski Korytarz Transportowy, surowce krytyczne, zielona energia i komunikacja cyfrowa. W rzeczywistości oczywiście horyzont współpracy jest znacznie szerszy i bardziej różnorodny, ale nie sposób wymienić wszystkiego. Ciekawe, że komponent polityczny, który zawsze jest niezwykle ważny dla Unii Europejskiej, nie został wymieniony w krótkim przemówieniu Ursuli von der Leyen, choć Mirzijojew wspomniał o nim jako pierwszy. Czy to oznacza, że UE usuwa aspekt polityczny z przyszłego partnerstwa strategicznego z Azją Centralną i pozostawia jedynie współpracę gospodarczą, technologiczną i humanitarną? Oczywiście, że nie.
Trzeci akapit wspólnej deklaracji w sprawie wyników szczytu – po słowach o partnerstwie strategicznym i zaangażowaniu w realizację celów strategii UE wobec Azji Centralnej – mówi o poszanowaniu niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej wszystkich państw w ich granicach uznanych przez społeczność międzynarodową, o znaczeniu jak najszybszego osiągnięcia sprawiedliwego i trwałego pokoju na Ukrainie, a także o obowiązku powstrzymania się od groźby użycia siły lub jej użycia.oraz potrzebę pokojowego rozwiązywania konfliktów. Deklaracja wspomina też o walce z terroryzmem, suwerenności i integralności terytorialnej państw oraz konieczności rozwiązania problemów Afganistanu. Siódmy akapit deklaracji ma również charakter polityczny i brzmi dla Rosji rozczarowująco. Stwierdzono w nim, że współpraca mająca na celu zapobieganie obchodzeniu sankcji pozostaje ważnym aspektem stosunków między Azją Centralną a UE.
Zejść z ropy i gazu
Jeśli wrócimy do gospodarki, to znajdziemy ciekawe niuanse. Na przykład temat minerałów. Oczywiście wygląda to nieco ambiwalentnie. Tak, w Azji Centralnej jest wiele minerałów, na przykład w przeddzień szczytu w Kazachstanie odkryto duże złoża metali ziem rzadkich. Jednak Kazachstan nie jest jedynym krajem, który posiada takie metale. Sama Ursula von der Leyen powiedziała na szczycie, że 40 proc. światowych rezerw manganu jest skoncentrowanych w regionie, podobnie jak lit, grafit i wiele innych. Jednak, jak powiedziała w przeciwieństwie do tych, którzy widzą Azję Centralną tylko jako źródło surowców na eksport, Europa oferuje zasadniczo inne podejście – stworzenie pełnego cyklu produkcyjnego właśnie w regionie.
Generalnie podczas szczytu wielokrotnie podkreślano, że Unia Europejska jest wiarygodnym i perspektywicznym partnerem, który inwestuje w zrównoważony rozwój Azji Centralnej dla obopólnych i długoterminowych korzyści. Jednocześnie konsekwencja, przewidywalność i ambicja staną się podstawą do dalszych relacji. Unia Europejska oferuje stosunki, które są nie tylko korzystne dla obu stron, ale także równe. Oprócz tradycyjnych zasobów naturalnych na szczycie omówiono również zasoby innego rodzaju. Różnorodność naturalnych krajobrazów regionu stwarza ogromne możliwości dla energii odnawialnej. Wiatr, promieniowanie słoneczne, zasoby wodne – wszystko to staje się podstawą do omówienia zielonej agendy z różnych punktów widzenia.
A zadanie nie polega tu wcale na tym, by zadowolić skrajnych ekologów. Oprócz naturalnego pragnienia życia w czystym świecie, wykazano tu czysto pragmatyczne zainteresowanie – Europa od dawna chciała zejść z igły ropy i gazu. To jeden z powodów programu dekarbonizacji, który był dyskutowany osobno na szczycie. UE nie chce być zależna od głównych dostawców węglowodorów, takich jak Rosja, Stany Zjednoczone czy Arabia Saudyjska. Taka zależność, po pierwsze, jest nieprzyjemna w sensie finansowym, a po drugie, w nowym, cynicznym świecie jest obarczona elementarnym szantażem. Stąd temat dekarbonizacji i przejścia na energię odnawialną.
Oczywiste jest, że Unia Europejska nie będzie jeszcze w stanie całkowicie przestawić się na przyjazne dla środowiska rodzaje energii, ale możliwe jest przynajmniej zdywersyfikowanie dostaw węglowodorów i otrzymywanie ich części z Azji Centralnej, z którą najprawdopodobniej łatwiej będzie negocjować nawet warunki. W najbliższym czasie wielomiliardowe inwestycje trafią do Azji Centralnej na realizację szeregu wspólnych programów z UE, takich jak np. Global Gateway, dla którego Ursula von der Leyen zapowiedziała już pakiet inwestycyjny w wysokości 12 mld euro.
Projekty energetyczne, cyfrowe, środowiskowe, rozwój przemysłu wydobywczego i wytwórczego – wszystko to będzie wymagało dużej liczby pracowników. A to prawdopodobnie doprowadzi do redystrybucji migracji zarobkowej i powrotu ludzi z zagranicy do republik. Oczywiście, duże zastrzyki gotówki są zawsze wielką pokusą dla wszelkiej maści lokalnych urzędników, którzy mają zwyczaj „piłowania” budżetów bez ruszania miejsc z krzeseł. Trzeba jednak wierzyć, że wykonawcy inwestycji z regionu to energiczni, wykształceni menedżerowie, którzy przeszli przez zachodnie szkoły i uniwersytety i nadal są w stanie posunąć sprawy do przodu.
Co na to Ameryka?
Azja Centralna nie przystępuje do nowego rozdania z pozycji antyrosyjskiej, ale stopień jej niezależności i samowystarczalności z pewnością rośnie. Gospodarka we współczesnym świecie przestała być tylko gospodarką, stała się polityką w znacznie większym stopniu niż wcześniej. Warto jednak wyjaśnić, że UE i kraje regionu nie tworzą sojuszy wojskowo-politycznych – są to sojusze gospodarcze. Obecnie ideologia Unii Europejskiej w różnych obszarach bliższa jest republikom Azji Centralnej, a nie Stanom Zjednoczonym i Rosji. I wydaje się, że jest to niezwykle inspirujący przykład dla innych państw i regionów, które idąc za przykładem UE i Azji Centralnej, potrafią szukać nowych sojuszników w nowych okolicznościach, a nie popadać w depresję z powodu tego, że wszystko wokół nich zmienia się.
Jak wiadomo, zmiana sytuacji wymaga niestandardowych rozwiązań. I dlatego to właśnie nowe, niespodziewane sojusze są w stanie ustanowić nowe punkty równowagi w świecie, który przechylił się pod naporem niekorzystnych przemian. Potwierdzenie, że szczyt UE-Azja Centralnej jest w stanie zmienić nie tylko przyszłość, ale i teraźniejszość, nieoczekiwanie przyszło ze strony amerykańskiej. Szczyt ledwo się skończył, a kurator Departamentu Efektywności Administracji USA, Elon Musk, już zaproponował utworzenie strefy wolnego handlu między Stanami Zjednoczonymi a Europą – tak, aby w tej strefie obowiązywały zerowe cła. Komentatorzy byli podzieleni w opiniach: jedni uznali to za zmianę stanowiska Waszyngtonu, inni – bunt Muska przeciwko polityce Trumpa. Wygląda to jednak bardziej na próbę przeskanowania nastrojów elit władzy w Unii Europejskiej i zbudowania na tej podstawie kolejnej strategii.
Oczywiście nie można powiedzieć, że ugodowa propozycja Muska była wynikiem wyników szczytu, ale na Amerykę mogła wpłynąć determinacja, z jaką UE podjęła się tworzenia nowych obiecujących sojuszy. A sama myśl, że można obejść się bez Stanów Zjednoczonych, oczywiście okazała się nie do przyjęcia dla Trumpa i jego współpracowników. Tak czy inaczej, dzięki nowemu partnerstwu strategicznemu, Europa ma silniejszą pozycję, by negocjować z każdym. Azja Centralna otrzymuje obecnie nie tylko projekty rozwijające gospodarkę i ogromny rynek surowców, ale także możliwość przetwarzania tych surowców aż do produktu końcowego, co stawia ją na równi z regionami rozwiniętymi. Najszerszy wachlarz nowych możliwości w gospodarce poszerza również potencjały polityczne republik Azji Centralnej, dzięki czemu mogą one osiągnąć wyższy poziom przynajmniej w ramach stowarzyszenia regionalnego, strategicznego partnera Unii Europejskiej.