Armenia i Azerbejdżan podjęły bezprecedensowe kroki w kierunku zapewnienia pokoju podczas historycznego spotkania w Waszyngtonie. Premier Armenii Nikol Paszynian i prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew spotkali się z prezydentem Donaldem Trumpem w Białym Domu. Po raz pierwszy od dziesięcioleci od upadku Związku Radzieckiego odbyło się trójstronne spotkanie przywódców Armenii, Azerbejdżanu i USA.
Chociaż oficjalne porozumienie pokojowe między Armenią a Azerbejdżanem, które w ciągu ostatnich 35 lat stoczyły dwie wielkie wojny i liczne gwałtowne starcia, wciąż nie zostało podpisane, piątkowe spotkanie przybliżyło obie strony do zapewnienia pokoju bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Co zostało uzgodnione?
Spotkanie zaowocowało wspólną 7-punktową deklaracją trzech przywódców, w której nakreślili to, co zostało uzgodnione. Na pierwszy plan wysuwają się dwa porozumienia – parafowanie przez wszystkich trzech przywódców kompleksowego porozumienia pokojowego, którego szczegóły zostały pierwotnie uzgodnione w marcu, oraz plan stworzenia trasy łączącej Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewan przez terytorium Armenii.
Porozumienie zatytułowane „Umowa o ustanowieniu pokoju i stosunkach międzypaństwowych między Republiką Azerbejdżanu a Republiką Armenii” wyraźnie stwierdza we wstępie, że sygnatariusze „uznali potrzebę kontynuowania dalszych działań w celu doprowadzenia do podpisania i ostatecznej ratyfikacji umowy”. Jeśli chodzi o trasę, która od dawna stanowi punkt sporny w rozmowach pokojowych, porozumienie przewiduje, że „Armenia będzie współpracować z USA i wspólnie ustalonymi stronami trzecimi w celu ustalenia ram dla projektu Trump Route for International Peace and Prosperity (TRIPP) na terytorium Republiki Armenii”.
Poprzednia klauzula również odnosiła się do szlaku, pod pretekstem promowania „pokoju, stabilności i dobrobytu w regionie i w jego sąsiedztwie w oparciu o poszanowanie suwerenności, integralności terytorialnej i jurysdykcji” obu krajów. „Wysiłki te mają obejmować niezakłóconą łączność między główną częścią Republiki Azerbejdżanu a [jej eksklawą Nachiczewan] przez terytorium Republiki Armenii, z wzajemnymi korzyściami dla połączeń międzynarodowych i wewnątrzpaństwowych dla Republiki Armenii”.
Inny długotrwały punkt sporny, jakim jest rozwiązanie Grupy Mińskiej OBWE, organu, który od dziesięcioleci jest przede wszystkim odpowiedzialny za mediację w konflikcie, również został rozwiązany, a obie strony podpisały „wspólny apel” o rozwiązanie grupy. Pozostałe klauzule zawierały bardziej nieuchwytne tematy, a mianowicie „budowanie stosunków dobrosąsiedzkich”, uznanie „nienaruszalności granic międzynarodowych” oraz ustanowienie „niedopuszczalności użycia siły w celu zdobycia terytorium”. W tym sensie porozumienie ma na celu „utorowanie drogi do zamknięcia rozdziału wrogości między naszymi dwoma narodami”.
„Stanowczo odrzucamy i wykluczamy wszelkie próby zemsty, teraz i w przyszłości” – napisano w klauzuli. Oprócz umowy pierwotnej uzgodniono inne kwestie. Trump wspomniał, że podjął decyzję o zniesieniu trwającego od dziesięcioleci ograniczenia współpracy obronnej USA z Azerbejdżanem, co pozwoliłoby amerykańskim firmom na sprzedaż broni do tego kraju, a także umożliwiłoby Azerbejdżanowi ściślejszą współpracę z armią amerykańską.
Blokada trwa od początku lat 90. i oznacza, że Azerbejdżan jest jedynym krajem postsowieckim, który nie otrzymał pomocy USA na mocy ustawy o wspieraniu wolności uchwalonej w 1992 roku. Ponadto zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan podpisały odpowiednie umowy o współpracy z USA. „To koniec 33 lat obowiązywania sankcji. Stało się to możliwe dzięki prezydentowi Trumpowi” – powiedział Alijew. Umowa między Armenią a USA dotyczyła trzech aspektów partnerstwa – „szlaku Trumpa”, „innowacyjnego partnerstwa w dziedzinie sztucznej inteligencji i półprzewodników” oraz „partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa energetycznego”.
Co doprowadziło do spotkania?
Negocjacje w sprawie zakończenia konfliktu toczą się od apogeum walk na początku lat 90., w dużej mierze pod egidą Grupy Mińskiej OBWE, a także przy mediacji Rosji. Wysiłki dyplomatyczne nasiliły się po zakończeniu drugiej wojny o Górski Karabach, w wyniku której Paszynian uznał Górski Karabach za część Azerbejdżanu, a nasiliły się po błyskawicznej ofensywie w 2023 r., która doprowadziła do upadku Górskiego Karabachu i późniejszego exodusu praktycznie całej etnicznej ludności ormiańskiej w regionie.
Niedawno Armenia i Azerbejdżan uzgodniły warunki umowy, która została parafowana w piątek (8.08.25) w marcu tego roku. Jednak w kolejnych miesiącach Azerbejdżan nadal naciskał na warunki wstępne, co doprowadziło do obaw, że warunki porozumienia pokojowego są nadal kwestionowane. W tym czasie wyraźna treść umowy nie została podana do wiadomości publicznej. W lipcu Paszynian i Alijew przeprowadzili bezpośrednie rozmowy pokojowe w Abu Zabi, ale nie przyniosły one konkretnych rezultatów. Podczas forum medialnego w tym samym miesiącu Alijew chwalił Trumpa, a wideo z tego nagrania prezydent USA udostępnił osobiście.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy Trump i inni urzędnicy administracji coraz bardziej angażowali się w proces pokojowy między Armenią a Azerbejdżanem, w szczególności poprzez przeniesienie na USA własności kontrowersyjnej trasy, co zakończyło się piątkowym podpisaniem umowy. Pod koniec lipca Trump powiedział, że „zdziałał magię” w rozmowach pokojowych między Armenią a Azerbejdżanem, mówiąc, że „jest całkiem blisko, jeśli jeszcze tego nie zrobiono”.
Co jest jeszcze nieznane lub nierozwiązane?
Poza samym porozumieniem, które jest jedynie wstępnym krokiem, a nie oficjalnym porozumieniem pokojowym, istnieje szereg niewiadomych i kwestii, które pozostały nierozwiązane. Żaden z trzech przywódców nie wyjaśnił, w jaki sposób „Szlak Trumpa” będzie funkcjonował ani jak będzie nadzorowany. „Armenia tworzy również wyłączne partnerstwo z USA, aby rozwijać ten korytarz” – powiedział Trump, dodając, że korytarz może zostać odnowiony.
„Spodziewamy się znacznego rozwoju infrastruktury przez amerykańskie firmy, one bardzo chcą wejść, zamierzają wydać dużo pieniędzy” – powiedział Trump. Trasa ma być zarządzana przez amerykańską firmę przy udziale Armenii, ale szczegóły dotyczące jej funkcjonowania nie zostały sprecyzowane. Nie wiadomo na przykład, która firma zostanie wybrana, czy bezpieczeństwem będą zarządzani prywatni kontrahenci – i skąd ci kontrahenci będą pochodzić – jakiego rodzaju kontrole graniczne będą stosowane, jaki będzie zakres udziału armeńskiej straży granicznej, w jaki sposób zostaną wprowadzone taryfy handlowe i jak zostaną podzielone dochody oraz co się stanie, jeśli granice zostaną w pełni otwarte. Dokładny charakter i położenie geograficzne trasy również nie zostały podane do wiadomości publicznej. Nie jest też jasne, czy trasa będzie obejmowała połączenia energetyczne.
Poza pytaniami o trasę, jednym z kluczowych czynników, który został pominięty w piątkowym porozumieniu, była poprawka do konstytucji Armenii, która według Azerbejdżanu zawiera roszczenia terytorialne. Paszynian powiedział, że Armenia jest otwarta na zmianę konstytucji, ale proces ten wymaga ogólnokrajowego głosowania, które może nastąpić dopiero przed wyborami parlamentarnymi w 2026 roku. Wcześniej, w 2024 r., rząd Armenii zapowiedział, że w 2027 r. przeprowadzi referendum konstytucyjne. W piątek Alijew powiedział, że zmiana konstytucji Armenii jest ostatnią przeszkodą do oficjalnego podpisania porozumienia pokojowego.
„Jak wiadomo, kwestia roszczeń terytorialnych wobec Azerbejdżanu w ich konstytucji nie pozwoliła na podpisanie dziś porozumienia pokojowego. Ale po wprowadzeniu tych zmian porozumienie pokojowe może zostać podpisane w dowolnym momencie”. Nie omówiono również usunięcia unijnej misji obserwacyjnej po armeńskiej stronie granicy oraz żądań Azerbejdżanu, by Armenia zrezygnowała z pozwów w sądach międzynarodowych, które miały być zawarte w marcowym porozumieniu.
Do tego dochodzą nierozstrzygnięte kwestie związane z wytyczeniem granic, a także części terytorium Armenii znajdującej się obecnie w rękach wojsk azerbejdżańskich. Poproszony przez państwowy dziennik „Armenpress” o wyjaśnienie tej kwestii, Paszynian odniósł się do klauzuli w porozumieniu, w której stwierdzono, że „stworzono warunki, aby nasze narody mogły wreszcie przystąpić do budowania dobrosąsiedzkich stosunków w oparciu o nienaruszalność granic międzynarodowych i niedopuszczalność użycia siły w celu zdobycia terytorium”. Nie podał dalszych szczegółów.
Reakcje Armenii, Azerbejdżanu, USA i Europy oraz innych krajów
W oficjalnych kanałach armeńskich porozumienie i związane z nim spotkania zostały okrzyknięte przełomowymi osiągnięciami. Podobne stanowisko zajęli się azerbejdżańscy politycy oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które stwierdziło, że „wyniki procesu normalizacji stosunków Azerbejdżanu i Armenii mają znaczenie historyczne”. W oświadczeniu szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas stwierdzono, że porozumienia „stanowią znaczący przełom w kierunku zakończenia trwającego od dziesięcioleci konfliktu”.
„Zdecydowanie wyrażamy uznanie dla obu stron i administracji USA za wykorzystanie impetu i umożliwienie postępu. Teraz ważne będzie zapewnienie terminowej realizacji uzgodnionych kroków, w szczególności podpisania i ratyfikacji traktatu pokojowego”. W podobnym tonie wypowiadano się w innych oświadczeniach w Europie i na świecie. Turcja, najwierniejszy sojusznik Azerbejdżanu, powiedziała, że „krok ten stanowi bardzo ważny element w promowaniu pokoju i stabilności w regionie. Wyrażamy uznanie dla wkładu administracji USA w ten proces”.
Trump i jego administracja, a także inni amerykańscy politycy, również zachwalali spotkanie i porozumienia jako wielkie osiągnięcia. Natychmiast jednak spotkało się to z ostrą reakcją, szczególnie ze strony diaspory ormiańskiej i powiązanych mediów. Armeński Komitet Narodowy Ameryki (ANCA), najbardziej znana armeńska organizacja lobbingowa, powtórzył wcześniejszą krytykę umowy, z której większość została wyrażona przed upublicznieniem szczegółów. W podobnym tonie wypowiedzieli się też niektórzy ormiańscy politycy, m.in. były minister stanu Górskiego Karabachu Artak Beglarjan.
Być może dwoma największymi przegranymi piątkowego porozumienia były Rosja, wieloletni sojusznik i gwarant bezpieczeństwa Armenii, oraz Iran, który miałby zostać ominięty przez „Szlak Trumpa”. W rosyjskich mediach porozumienie było relacjonowane, ale zostało w większości przyćmione przez wiadomość, że Trump spotka się z Władimirem Putinem na Alasce.
Reakcje w Teheranie i Moskwie
Nastroje na Kremlu były jednak wyraźne w wypowiedziach rosyjskich urzędników i artykułach w mediach państwowych. Jeszcze przed piątkowym spotkaniem państwowa agencja RIA Novosti opublikowała artykuł zatytułowany „Eksperci uważają, że Paszynian zrezygnował z prawie wszystkich interesów Armenii”. Kremlowska propagandystka Margarita Simonian, która sama jest etniczną Ormianką, powtórzyła swoją wcześniejszą ordynarną krytykę Paszyniana.
Aleksandr Bosych, były członek Kongresu Wspólnot Rosyjskich, nacjonalistycznej organizacji utworzonej w celu promowania interesów etnicznych Rosjan za granicą, powiedział, że porozumienia stanowią poważne zagrożenie dla rosyjskich wpływów na Kaukazie Południowym. „Jeśli nic nie zostanie zrobione, Armenia całkowicie oderwie się od Rosji” – powiedział Bosych.
Po serii pierwszych reakcji w piątek pojawiły się kolejne oficjalne komentarze. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa powiedziała dzień po porozumieniu, że spotkanie „zasługuje na pozytywną ocenę” i że Rosja ma nadzieję, że „ten krok posunie naprzód pokojową agendę”. Wyraziła jednak również nieco zawoalowaną krytykę zaangażowania USA, mówiąc, że „do niedawna Baku i Erywań utrzymywały, że preferują bezpośredni dialog bez mediacji stron trzecich”.
Zdaniem Zacharowej „najodpowiedniejszym wariantem rozwiązania problemów na Kaukazie Południowym jest poszukiwanie i wdrażanie rozwiązań wypracowanych przez same państwa regionu”, przy wsparciu sąsiadów – Rosji, Iranu i Turcji. Powiedziała również, że trójstronne porozumienia między Armenią, Azerbejdżanem i Rosją „pozostają ważne, ponieważ żadna ze stron formalnie się z nich nie wycofała”. W poniedziałek Paszynian odbył rozmowę telefoniczną z Putinem, podczas której miał „wyrazić przekonanie, że ustanowienie pokoju między Armenią a Azerbejdżanem otwiera nowe możliwości nie tylko dla Armenii i Azerbejdżanu, ale także dla wszystkich państw regionu”.
Rosyjska agencja państwowa TASS odczytała jednak apel w nieco inny sposób, podkreślając, że „Putin zwrócił uwagę na znaczenie kroków, które przyczyniają się do zapewnienia trwałego pokoju między Erywaniem a Baku”. „Potwierdzono gotowość strony rosyjskiej do ułatwienia – zgodnie z dobrze znanymi porozumieniami trójstronnymi na najwyższym szczeblu z lat 2020–2022 – kompleksowej normalizacji stosunków armeńsko-azerbejdżańskich, w tym odblokowania [regionalnych połączeń tranzytowych] w regionie” – pisze TASS.
Nie zabrakło też dodatkowych komentarzy z perspektywy Erywania na temat zaangażowania Rosji lub jego braku w tym procesie. Podczas sobotniej konferencji prasowej Paszynian powiedział, że zaproponował udział w proponowanej trasie „innym partnerom, w tym Rosji”, ale Trump „jest tym bardziej zainteresowany”. Pojawił się również opór ze strony Iranu, choć mniej wyraźny niż ze strony Rosji. Teheran, który utrzymuje ciepłe stosunki z Erywaniem i niełatwe stosunki z Baku, regularnie krytykuje propozycje trasy przez Armenię, która mogłaby odciąć ich od kraju z Kaukazu Południowego.
Starszy doradca najwyższego przywódcy Iranu Alego Chameneiego powiedział niedawno, że trasa ta jest planem USA i Izraela mającym na celu „podważenie bezpieczeństwa narodowego i strategicznych więzi Iranu”. Retoryka stała się jeszcze ostrzejsza po spotkaniu, mówiąc, że Iran nie może dopuścić do utworzenia amerykańskiego korytarza w regionie Kaukazu – niezależnie od tego, czy Moskwa dołączy do Teheranu w blokowaniu projektu.
Dodał też, że taki korytarz należący do USA „zamieniłby się w cmentarzysko najemników Donalda Trumpa, a nie w trasę należącą do prezydenta USA”. W oficjalnym oświadczeniu po piątkowym spotkaniu Iran stwierdził, że „z zadowoleniem przyjmuje sfinalizowanie porozumienia pokojowego między dwoma krajami, uważając je za ważny krok w kierunku osiągnięcia trwałego pokoju w regionie”. W oświadczeniu dodano jednak, że „wyraża zaniepokojenie negatywnymi konsekwencjami jakiejkolwiek formy zagranicznej interwencji, zwłaszcza w pobliżu wspólnych granic, która mogłaby zagrozić bezpieczeństwu i trwałej stabilności regionu”. Jednak inne oświadczenia Teheranu na wysokim szczeblu były bardziej pojednawcze.
W niedzielę irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi oświadczył, że „pryncypialne stanowisko Teheranu zostało uszanowane, ale ewentualna obecność amerykańska jest powodem do niepokoju i będziemy kontynuować nasze konsultacje”. Dodał, że kwestia korytarza „została całkowicie odłożona na bok i dyskusja dotyczy drogi tranzytowej, która będzie budowana pod zwierzchnictwem i jurysdykcją Armenii, na terytorium tego kraju”. Prezydent Iranu Masud Pezeshkian powiedział, że porozumienie między przywódcami Azerbejdżanu, Armenii i USA w sprawie TRIPP spełniło żądania Iranu.
„Zgodnie z planem Iranu, kwestia ta ma na celu ochronę jego integralności terytorialnej, ustanowienie połączenia z Europą, a nie oddzielenie jej od północy. Jedynym zmartwieniem jest chęć firm armeńskich i amerykańskich do budowy tej drogi” – dodał Pezeshkian. Po rozmowach i oficjalnych oświadczeniach w poniedziałek Paszynian rozmawiał także z Pezeshkianem i podkreślił, że regionalne kanały transportowe „będą funkcjonować w ramach zasad integralności terytorialnej, suwerenności i jurysdykcji państw oraz na zasadzie wzajemności”. Paszynian „podziękował” też Pezeshkianowi „za obiektywną ocenę porozumień waszyngtońskich”.