Rumunia bada, czy Rosja mogła stać za skażeniem partii azerbejdżańskiej ropy w drodze z Turcji – podały rumuńskie media G4, powołując się na anonimowe oficjalne źródła. Wcześniej w sierpniu rumuńskie Ministerstwo Energetyki poinformowało, że transport azerbejdżańskiej ropy naftowej z tureckiego portu Cehyan został zanieczyszczony chlorkami organicznymi i stał się bezużyteczny.

G4 poinformowało, że firma Baku-Tbilisi-Ceyhan Pipeline Company (BTC), która obsługuje główne źródło azerbejdżańskich paliw kopalnych płynących do UE, również poinformowała, że zanieczyszczenie znaleziono w „kilku zbiornikach magazynowych”.

W rezultacie ministerstwo poinformowało, że 80 000 ton ropy naftowej i 30 000 ton oleju napędowego musi zostać zarekwirowanych z zapasów awaryjnych. Azerbejdżańska ropa miała trafić do rafinerii Petrobazi, należącej do rumuńskiego koncernu naftowego OMV Petrom.

7 sierpnia G4 poinformowało, że oficjalne źródła podały, że Bukareszt „rozważa”, czy Rosja celowo wprowadziła skażenie w ramach „operacji wojny hybrydowej”. Poziom chlorków obecnych w ropie naftowej był „wystarczająco wysoki, aby poważnie uszkodzić rafinerię poprzez korozję” – napisano w komunikacie.

Część skażonej azerbejdżańskiej ropy dotarła do Włoch już pod koniec lipca, a Austria również wykryła pewne nieprawidłowości. Oficjalne źródła przekazały G4, że wprowadzenie chlorku mogło być „stosunkowo prostą rosyjską operacją sabotażową”, polegającą na wstrzyknięciu „kilku cystern chloru” gdzieś wzdłuż rurociągu o długości 1700 kilometrów.

Przyznając się do skażenia, Bukareszt nie potwierdził jeszcze, że bada możliwość rosyjskiej nieczystej gry. Niemniej jednak powiązane z Rosją ataki sabotażowe na infrastrukturę w UE stają się coraz bardziej powszechne od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.