Po tym, jak wynik referendum w sprawie energetyki jądrowej w Kazachstanie był pozytywny uwaga skupia się teraz na tym, który kraj zbuduje elektrownię. Rząd Kazachstanu opowiedział się za podjęciem tego zadania przez międzynarodowe konsorcjum firm energetyki jądrowej, zaznaczając jednocześnie, że ostateczna decyzja zostanie podjęta dopiero w przyszłym roku.

Gdyby jednak Kazachstan całkowicie zignorował rosyjski Rosatom, przeciwstawiłby się globalnemu trendowi.

W obliczu wojny na Ukrainie i rosnącej izolacji dyplomatycznej Moskwy, projekty energetyki jądrowej w innych krajach stały się jeszcze ważniejszą częścią wysiłków Rosji na rzecz utrzymania wpływów na arenie międzynarodowej. Energia jądrowa może być przeoczonym atutem Rosji w dekarbonizującym się świecie. Biorąc pod uwagę, że stawka jest wysoka, Kreml bez wątpienia będzie oczekiwał, że jego pozbawieni energii partnerzy w Azji Centralnej będą grać w jego grę, ponieważ Uzbekistan już podpisał umowę na budowę małej elektrowni jądrowej zbudowanej przez Rosatom, a Kirgistan rozważa budowę mniejszego obiektu.

Ale jakim kosztem – finansowym lub innym – może nastąpić rosnący zasięg Rosatomu w regionie? Azja Centralna zajmuje szczególne miejsce w rosyjskiej dyplomacji nuklearnej ze względu na dziedzictwo postsowieckie, co oznacza, że operacje Rosatomu w regionie są łatwiejsze i płynniejsze niż gdzie indziej – bez bariery językowej, kontaktów instytucjonalnych i personalnych sięgających czasów sowieckich. W ten sposób energia jądrowa może być elementem utrzymania Rosji widocznej obecności gospodarczej i symbolicznej w regionie.

Jednocześnie projekty energetyki jądrowej mogą stworzyć twarde zależności dla krajów przyjmujących, jeśli ich udział w całkowitej produkcji energii stanie się znaczący, stwarzając jednocześnie zagrożenia dla bezpieczeństwa, które są unikalne dla energetyki jądrowej.

Podróżujący po świecie Rosatom

Według The World Nuclear Industry Status Report (WNISR) 2024, Rosatom „jest głównym konstruktorem i eksporterem reaktorów, budując 26 z 59 bloków budowanych na całym świecie od połowy 2024 roku”. Co najmniej 20 z tych jednostek jest budowanych poza granicami Rosji, a wśród klientów są Bangladesz, Chiny, Egipt, Indie i Turcja.

I chociaż od czasu awarii w Fukushimie w 2022 r. energia jądrowa jako całość straciła swój udział w światowej produkcji energii, Rosja pozostaje „bezwstydnie nuklearna”, jak to określiło Światowe Stowarzyszenie Nuklearne, przedkładając przede wszystkim nowe reaktory nad odnawialne źródła energii. Rosatom nie został bezpośrednio objęty sankcjami, ale ucierpiały niektóre z jego łańcuchów dostaw, co opóźniło realizację projektów.

Wydaje się, że o tych zagrożeniach myślą również decydenci w Azji Centralnej. Znamienne jest to, że wicepremier Kazachstanu Roman Skylar powiedział, że Kazachstan uwzględni „klauzulę sankcyjną” w każdej umowie dotyczącej elektrowni jądrowej, nie wymieniając konkretnie Rosji. Tymczasem Uzbekistan podszedł do problemu. W 2018 r., kiedy Władimir Putin złożył wizytę w Taszkencie, oba kraje rozpoczęły budowę elektrowni jądrowej o przewidywanej mocy 2,4 GW, która stanowiłaby około jednej piątej potrzeb energetycznych Uzbekistanu. Miało to kosztować 11 miliardów dolarów.

Prace nad tym projektem nigdy później nie ruszyły z miejsca, a kiedy Putin i jego odpowiednik Szawkat Mirzijojew potwierdzili na początku tego roku nową umowę dla Rosatomu na budowę elektrowni jądrowej w kraju liczącym 35 milionów ludzi, dotyczyła ona obiektu, który będzie wyposażony w sześć reaktorów jądrowych o mocy zaledwie 55 megawatów (MW) każdy.

Konsorcja w grze

Sąsiad z Azji Centralnej, Kirgistan, poinformował w 2023 r., że prowadzi również rozmowy z Rosatomem w sprawie stosunkowo małego obiektu jądrowego o mocy 110 MW. W maju wiceminister energetyki Taalajbek Bajgaziew powiedział, że samo przygotowanie specjalistów i przygotowanie terenu pod taki projekt zajmie całą dekadę. Oczekuje się, że Rosatom zakończy swoją pierwszą zagraniczną wyprawę w kierunku energetyki wiatrowej – farmę wiatrową o mocy 100 MW w kirgiskiej prowincji Issyk-Kul – w ciągu najbliższych dwóch lat.

Podczas gdy deficyty energii w Kirgistanie i Uzbekistanie są dotkliwe, stają się one również problemem w Kazachstanie, gdzie władze są nieugięte, że energia jądrowa jest dużą częścią rozwiązania. Ponad 70 procent głosujących w referendum jądrowym poparło głosowanie na „tak” w sprawie budowy elektrowni jądrowej. Urzędnicy od prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa w dół powtórzyli, że opowiadają się za „międzynarodowym konsorcjum” do budowy elektrowni.

Sklyar powiedział, że takie konsorcjum składałoby się z „nie więcej niż pięciu krajów”, przy czym liczba ta prawdopodobnie obejmuje Chiny, Francję, Rosję i Koreę Południową – kraje, które już zgłosiły zainteresowanie budową obiektu – a także sam Kazachstan. Idea międzynarodowego konsorcjum jest zgodna z dążeniem Kazachstanu do znalezienia wspólnej płaszczyzny dla krajów partnerskich w obliczu ogromnych napięć geopolitycznych. Spośród firm orbitujących wokół projektu – chińskiego CNNC, francuskiego EDF, południowokoreańskiego KEPCO i Rosatomu, ten ostatni jest jedynym, który ostatnio odniósł prawdziwy sukces w zdobywaniu zagranicznych kontraktów na budowę reaktorów.