Armenia i Azerbejdżan ponownie na kursie kolizyjnym?

Siły azerbejdżańskie w znacznym stopniu wkroczyły w tym tygodniu na terytorium wzdłuż granicy z Armenią, wywołując kryzys bezpieczeństwa, w którym Rosja – sojusznik Armenii i pośrednik w zawarciu porozumienia o zawieszeniu broni – przyjęła wyraźnie bierną rolę.

Szczegóły tego, co się dokładnie wydarzyło, pozostają niejasne, ale Armenia twierdzi, że 12 maja siły azerbejdżańskie posunęły się 3,5 kilometra w kierunku Armenii ze swoich poprzednich pozycji i przekroczyły granicę Armenii. Azerbejdżan odpowiedział oświadczeniem, które było delikatne w swej niejasności, uznając postęp, ale unikając pytania, czy jego siły przekroczyły granicę.

Jednak cokolwiek się wydarzyło, przykuło uwagę świata. Departament Stanu USA wydał oświadczenie, w którym odnotował zaniepokojenie „wzrostem napięć wzdłuż nieokreślonej części granicy Armenii i Azerbejdżanu”, wzywając do „powściągliwości w pokojowym łagodzeniu sytuacji”. Francja poszła dalej. Prezydent Emmanuel Macron napisał na Twitterze: „Azerbejdżańskie siły zbrojne wkroczyły na terytorium Armenii. Muszą się natychmiast wycofać. Powtarzam narodowi ormiańskiemu: Francja solidaryzuje się z wami i nadal będzie to czynić”.

Skromna reakcja Moskwy

Kluczowym mocarstwem jest Rosja, która jest współsygnatariuszem porozumienia o zawieszeniu broni, które zakończyło zeszłoroczną wojnę i która wysłała 2000-osobową misję pokojową w regionie. Jak dotąd jej odpowiedź jest stonowana.

Armenia oficjalnie zaapelowała do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, bloku polityczno-wojskowego kierowanego przez Rosję, który zobowiązuje państwa członkowskie do wzajemnej ochrony przed atakiem z zewnątrz. Organizacja odpowiedziała oświadczeniem, w którym stwierdza, że ​​„ściśle śledzi rozwój sytuacji” i że „w miarę rozwoju sytuacji podejmowane będą w razie potrzeby działania określone w układzie zbiorowego bezpieczeństwa”.

Tymczasem rosyjscy urzędnicy byli jeszcze bardziej bierni. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow – który odwiedził Erywań i Baku w zeszłym tygodniu – rozmawiał ze swoimi odpowiednikami w obu krajach, aby omówić sytuację. „Zwrócono uwagę na znaczenie rozwiązywania wszystkich tego rodzaju incydentów metodami wyłącznie polityczno-dyplomatycznymi” – powiedział rosyjski MSZ w oświadczeniu po rozmowie Ławrowa z armeńskim ministrem spraw zagranicznych Arą Ajwazjanem. „Wyrażono gotowość pełnego poparcia dla normalizacji sytuacji na Kaukazie Południowym”.

Skromna reakcja Rosji kontrastowała z agresywnym – i jak dotąd niewyjaśnionym – postępem Azerbejdżanu. Więc co zamierza Azerbejdżan? Historia rozpoczęła się rankiem 12 maja, kiedy pojawiły się doniesienia od lokalnych urzędników z Goris i okolic, w południowym regionie Syjunik. Raporty – które były szybko dementowane – głosiły, że doszło do gwałtownych starć między obiema stronami po ataku na Azerbejdżan, a żołnierze armeńscy zostali ranni. Urzędnicy w Erywaniu zareagowali wolno, a w próżni informacyjnej panika rozprzestrzeniła się na ormiańskich sieciach społecznościowych.

Syjunik najmniej bezpiecznym miejscem w Armenii

Od zakończenia wojny w listopadzie ubiegłego roku w Syjunik panowało napięcie, ponieważ żołnierze azerbejdżańscy zajmowali nowe pozycje na terytorium, które odzyskali podczas wojny. To zbliżyło ich do armeńskich miast i dróg. Urzędnicy azerbejdżańscy, poczynając od prezydenta Ilhama Alijewa, podsycali napięcie, wielokrotnie argumentując, że Syjunik – do którego odwołują się pod inną nazwą, Zangezur – jest „historycznym terytorium Azerbejdżanu”. Wśród tego wzmożonego napięcia wieści o ruchach wojsk doprowadziły wielu Ormian do obaw przed najgorszym. I to mógł być cel Alijewa. Podobnie jak w przypadku czasami przesadnego postrzegania zagrożeń w odniesieniu do Turcji, teraz niepokój wynika z faktu, że Azerbejdżan chce regionu Zangezur/Syjunik. Ryzyko bezpośredniej inwazji tureckiej jest mniejsze, ale istnieje poczucie, że Azerbejdżan szuka okazji do powiększenia terytorium.

Z technicznego punktu widzenia nie ma granicy państwowej między Armenią a Azerbejdżanem, ponieważ obie strony nigdy nie doszły do ​​formalnego porozumienia w sprawie wytyczenia granic po ich uzyskaniu niepodległości w związku z rozpadem Związku Radzieckiego. Proces demarkacji nabrał nowego impetu po zakończeniu zeszłorocznej wojny, choć poza zasięgiem opinii publicznej. Podstawą do rozgraniczenia są radzieckie mapy z czasów przed rozpadem ZSRR i chociaż mapy te nie miały ściśle wytyczać granicy międzynarodowej, wszystkie wydają się wskazywać, że większość jeziora Sev w regionie Syjunik (w okolicy którego doszło do ostatnich incydentów) znajduje się na terytorium Armenii, co oznaczałoby, że próba otoczenia go byłaby infiltracją.

„Próbują usprawiedliwić swój ruch kilkoma fałszywymi mapami” – powiedział premier Armenii Nikol Paszynian. „Nadal mamy w posiadaniu mapę zatwierdzoną przez rząd centralny w czasach radzieckich, która wyraźnie pokazuje, gdzie przebiega granica między Armenią a Azerbejdżanem”. Następnego dnia MSZ Azerbejdżanu odpowiedziało, że w związku z poprawą pogody tej wiosny azerbejdżańskie siły graniczne rozlokowały się „na pozycjach naszego kraju”. Odniosła się również do trwającego procesu demarkacji, argumentując z ciekawością, że nie ma jeszcze porozumienia w sprawie granicy, ale mimo to kategorycznie stwierdza, że ​​wszystko, co robi, ma miejsce na terytorium Azerbejdżanu.

Azerbejdżan odcina się od działań na granicy

„Działania wzmacniające system ochrony granic wdrażany w ramach integralności terytorialnej Azerbejdżanu są realizowane na podstawie map dostępnych dla każdej ze stron wyznaczających granicę między Armenią i Azerbejdżanem” – czytamy w oświadczeniu. „Od odzyskania niepodległości z oczywistych względów nie istniała granica państwowa między obydwoma krajami, dlatego mówimy o skomplikowanym procesie technicznym, któremu obecnie towarzyszą nieporozumienia między stronami”.

W oświadczeniu MSZ Azerbejdżanu stwierdzono również, że jego siły graniczne negocjują na miejscu ze swoimi armeńskimi odpowiednikami, co potwierdzili Ormianie. Zgłoszono również, że w negocjacjach uczestniczyli rosyjscy żołnierze sił pokojowych. Rosja niedawno rozszerzyła swoją obecność wojskową w Syjunik, ustanawiając dwa nowe posterunki, jako część 102. bazy wojskowej, którą Rosja od dawna stacjonuje w Giumri, na drugim końcu Armenii.

Azerbejdżan wyraźnie wykorzystuje obecną sytuację, wyczuwając słabość Armenii i testuje odpowiedź Erywania i Moskwy. Jednak ogólna sytuacja jest krytyczna. Czy w jakimkolwiek innym kraju obce siły zbrojne mogłyby przejść trzy kilometry przez granicę bez przeszkód? Motywacje Erywania i Baku w przekazie są również polityczne. Tak jak przed wojną Paszynian oświadczył, że Karabach to Armenia, a Alijew oświadczył, że Karabach to Azerbejdżan. Są to wypowiedzi czysto polityczne, a Alijew robi to z tego samego powodu co Paszynian – aby zirytować swojego przeciwnika i podnieść stawkę w przyszłych negocjacjach w sprawie Karabachu. To środek nacisku na Armenię.

Atak nastąpił w dziwnym czasie, zaledwie dzień po tym, jak Ławrow znalazł się w Baku i spotkał się z Alijewem. Sugeruje to, że te posunięcie miało błogosławieństwo Moskwy lub że Alijew jest na tyle pewny swojej silnej ręki, że może forsować sprawę bez wywoływania gniewu Kremla. O jego swobodnym nastawieniu świadczy fakt, że w dniu, w którym to wszystko się zaczęło, był w Szuszy na festiwalu muzycznym.

Co zrobi Moskwa?

Paszynian rozmawiał z prezydentem Rosji Władimirem Putinem późnym wieczorem 13 maja – „z inicjatywy strony ormiańskiej” – zaznaczył w komunikacie Kreml – a Putin „podkreślił potrzebę ścisłego przestrzegania wszystkich zapisów [oświadczenia o zawieszeniu broni], zwłaszcza ścisłe przestrzeganie reżimu zawieszenia broni ”. Od początku kryzysu nie było żadnych doniesień o rozmowie Putina z Alijewem.

Dla Rosji kryzys jest niebezpieczny i obiecujący. Niebezpieczeństwo wynika z otwartego nieposłuszeństwa Azerbejdżanu i otwartej determinacji, by zakwestionować narzucone przez Rosję porozumienie o zawieszeniu broni, jednocześnie skutecznie testując zarówno armeńską determinację, jak i rosyjską reakcję.

W tym nowym powojennym kontekście można oczekiwać, że Azerbejdżan będzie tylko kontynuował badanie słabości, a takie wtargnięcia i eskalacje będą wykorzystywane jako dźwignię dla nowej, skłaniającej się do przodu polityki. Ten scenariusz stwarza Moskwie okazję do dalszego rozszerzenia kontroli nad granicami zewnętrznymi Armenii, być może czyniąc pogranicze armeńsko-azerbejdżańskie najnowszym uzupełnieniem rosyjskiej obecności w Armenii.