Gruziński port Kulevi nad Morzem Czarnym, będący centrum dostaw ropy na Morze Czarne, może wkrótce stanąć pod konsekwencjami Unii Europejskiej z powodu zarzutów, że rząd Gruzji wykorzystywał go do pomocy Rosji w przewozie ropy potrzebnej do finansowania wojny na Ukrainie.

Potencjalne sankcje stawiają Azerbejdżan, którego państwowy podmiot energetyczny SOCAR posiada terminal naftowy w Kulevi, w trudnej sytuacji.

UE rozważa zakaz transakcji z czterema portami rzekomo wykorzystywanymi do eksportu rosyjskiej ropy, w tym z Kulevi w zachodniej Gruzji. Jeśli sankcje zostaną przyjęte, oznaczałyby znaczną eskalację sposobu, w jaki Bruksela atakuje moskiewskie szlaki eksportowe i jej nieoficjalnych międzynarodowych pośredników. Projekt nowych sankcji zakłada, że Kulevi jest wykorzystywany „do transportu morskiego ropy naftowej lub produktów naftowych produkowanych w Rosji lub eksportowanych przez rosyjskie statki stosujące nieregularne i wysokiego ryzyka praktyki żeglugowe”. Jeśli nowy pakiet zostanie przyjęty doda Kulevi w Gruzji i Karimuna w Indonezji na czarną listę UE.

SOCAR uruchomił terminal naftowy Kulevi w 2008 roku. Obawy dotyczące roli portu w nielegalnym handlu rosyjską ropą nasiliły się pod koniec zeszłego roku po tym, jak tankowiec Kayseri wypłynął z Noworossyjska w Rosji i dostarczył ponad 105 000 ton metrycznych ropy do nowo wybudowanej rafinerii w Kulevi, będącej odrębnym podmiotem od zakładu należącego do SOCAR. Rafineria jest własnością i jest zarządzana przez osoby ściśle powiązane z rządzącą partią Gruzińskie Marzenie.

Chociaż władze Gruzji zaprzeczały jakimkolwiek udziałom w działaniach łamiących sankcje,tankowiec Kayseri został później dodany do listy sankcji UE wymierzonej w jednostki powiązane z tzw. rosyjską flotą cieni. Rafinerią zarządza Black Sea Petroleum, należącą do biznesmena powiązanego z Gruzińskim Marzeniem, Maką Asatianim. Rosyjskie media śledcze poinformowały, że syn Asatianiego ma powiązania biznesowe z synem wysokiego rangą urzędnika rosyjskiej służby wywiadu wojskowego GRU. We wrześniu 2025 roku były minister gospodarki w rządzie Marzycieli, Levan Dawitaszwili, został mianowany przewodniczącym rady rafinerii, co podkreśla polityczny i finansowy udział partii rządzącej w projekcie.

Premier Irakli Kobakhidze odrzucił zarzuty o nieprawidłowości, twierdząc, że jego rząd był transparentny w dostarczaniu urzędnikom UE dokumentów. „Nie sądzimy, by działo się tam coś, co byłoby sprzeczne z polityką sankcji,” powiedział Kobakhidze. „Przestrzegamy sankcji. To jest nasze stanowisko, a jeśli chodzi o konkretne kwestie, jesteśmy gotowi na konsultacje z UE.” Media państwowe w Azerbejdżanie twierdzą, że sankcje wobec Kulevi są nieuzasadnione. „Ataki na Gruzję i port Kulevi w Brukseli wydają się być próbą odwrócenia uwagi od tych, którzy faktycznie kontrolują znaczną część floty cieni— firm z Grecji i Malty”. Sankcje wobec Kulevi, według mediów azerbejdżańskich, „mogą negatywnie wpłynąć na funkcjonowanie portu jako ważnego elementu infrastruktury Środkowego Korytarza.”

Jeśli plan wejdzie w życie, będzie to pierwszy raz, gdy UE bezpośrednio zaatakuje porty w krajach trzecich w związku z sankcjami związanymi z Rosją. Pakiet proponuje także po raz pierwszy użycie narzędzia antyobejściowego wobec kraju trzeciego. Nowe ograniczenia miały zakazać sprzedaży maszyn do cięcia metalu i sprzętu komunikacyjnego, w tym modemów i routerów, do Kirgistanu. UE zaproponowała również nałożenie sankcji na dwa kirgiskie banki, Keremet i OJSC Capital Bank of Central Asia, rzekomo za umożliwienie transakcji łamiących sankcje z wykorzystaniem kryptowalut. Według Reutersa celem jest również jeden z banków w Tadżykistanie.

Dla Gruzji sankcje wobec Kulevi z pewnością jeszcze bardziej napięłyby już i tak chłodne stosunki z Brukselą. Rozmowy o akcesji UE utknęły w martwym punkcie, a urzędnicy Gruzińskiego Marzenia podlegają ograniczeniom wizowym dyplomatycznym w państwach członkowskich UE. Bruksela rozważa także możliwe zawieszenie podróży bezwizowych. W symbolicznym zignorowaniu komisarz ds. rozszerzenia UE Marta Kos odwiedziła Kaukaz Południowy we wrześniu zeszłego roku, odwiedzając Armenię i Azerbejdżan, ale celowo pomijając Gruzję.