Liderzy Gruzińskiego Marzenia forsują plany przeprowadzenia wyborów lokalnych w Gruzji, wierząc, że ich wynik może zapewnić powszechne poparcie dla ich metod rządzenia. Liderzy opozycji są podzieleni co do tego, czy wziąć udział w procesie wyborczym, biorąc pod uwagę aktualną politykę Gruzińskiego Marzenia.
Jest to kwestia wiary w system wyborczy; Niektórzy nadal go mają, inni nie.
Głosowanie samorządowe ma się odbyć 4 października i choć jego wyniki nie będą miały wpływu na rząd krajowy, mogą mieć znaczenie symboliczne. Gruzińskie Marzenie zostało zaatakowane przez amerykańskich i europejskich polityków za ostatnie działania wewnętrzne. Niektórzy w rządzie uważają jednak, że lokalne głosowanie może osłabić zagraniczną krytykę, pokazując, że partia rządząca utrzymuje duże poparcie społeczne poza stolicą Tbilisi i innymi dużymi miastami.
Wśród wielu krytyków Gruzińskiego Marzenia zdania są podzielone co do tego, czy organizować kampanię. Niektórzy uważają, że rząd przechylił polityczne pole gry w swoją stronę do tego stopnia, że kampania byłaby daremna, a partie opozycyjne nie miałyby szans na zdobycie znaczącej części miejsc w radach lokalnych. Inni widzą w wyborach lokalnych szansę na odbudowanie oporu wobec Gruzińskiego Marzenia, zwłaszcza jeśli partiom opozycyjnym uda się przejąć kontrolę nad Radą Miejską Tbilisi, która może służyć jako potężna platforma do krytyki polityki rządu krajowego.
Jednym z czynników, który obecnie unosi się nad narastającą debatą, jest fakt, że trzech liderów partii opozycyjnych trafiło do aresztu. Koalicja na rzecz Zmian, która w jesiennych wyborach parlamentarnych, naznaczonych nieprawidłowościami, zdobyła najwięcej głosów wśród ugrupowań opozycyjnych, zdecydowanie sprzeciwia się udziałowi w nadchodzących wyborach. „Wybory lokalne są sfabrykowanym i oszukańczym procesem” – powiedziała Elene Khoshtaria, liderka koalicji.
Zjednoczony Ruch Narodowy, dawna partia rządząca w Gruzji, również skłania się ku bojkotowi wyborów. Liderka partii Tina Bokuchava nawołuje do „antykampanii” mającej na celu podkreślenie nielegalności systemu wyborczego. Zwolennicy bojkotu wyborów uważają, że Gruzińskie Marzenie w wyborach samorządowych zastosuje tę samą taktykę, którą wykorzystało do uzyskania pożądanych rezultatów w wyborach parlamentarnych w październiku 2024 r.
Na razie dwie pozostałe główne partie opozycyjne – ugrupowanie Giorgiego Gacharii i Lelo – planują startować w wyborach. Gacharia, były premier, był kiedyś prominentną postacią Gruzińskiego Marzenia, podczas gdy Lelo przedstawia się jako centrowa alternatywa. „Wierzymy, że pokonanie tego rządu w wyborach lokalnych wzmocni wezwanie do nowych wyborów [parlamentarnych] i uwolnienia więźniów politycznych” – oświadczył lider Lelo Mamuka Chazaradze na krótko przed skazaniem go 23 czerwca na osiem miesięcy więzienia za odmowę składania zeznań przed komisją parlamentarną. Nie jest jasne, czy skazanie Chazaradze skłoni Lelo do zmiany kursu w sprawie planów udziału w wyborach.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Platforma Oporu, inicjatywa byłej prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili, okazuje się niezdolna do promowania poczucia jedności w obozie opozycyjnym. Zurabiszwili przekonuje, że Gruzja musi przeprowadzić nowe wybory parlamentarne, zanim przystąpi się do głosowania samorządowego. „Planowanie wyborów lokalnych i udział w nich, gdy mamy w kraju 60 lub więcej więźniów politycznych, jest nie tylko zaskakujące, ale i dla mnie niezrozumiałe” – powiedziała.
Opinia publiczna odzwierciedla rozdrobnienie polityczne. Niedawny sondaż przeprowadzony przez Gruziński Instytut Studiów i Analiz Społecznych (ISSA) wykazał, że 53 procent Gruzinów i 69 procent mieszkańców Tbilisi popiera kontynuację protestów antyrządowych, podczas gdy 25 procent jest przeciwnych. Na pytanie, czy opozycja powinna wziąć udział w wyborach samorządowych w 2025 r., 54,4 proc. odpowiedziało „tak”, a 22,3 proc. „nie”. Być może najbardziej wymowne jest to, że tylko 39 procent wyborców w całym kraju popiera przeprowadzenie wyborów lokalnych bez nowego głosowania w parlamencie.