Premier Nikol Paszynian był jednym z przywódców ponad dwudziestu krajów, którzy wraz z prezydentem USA Donaldem Trumpem podpisali akt założycielski inicjatywy Rady Pokoju, mającej na celu rozwiązywanie konfliktów międzynarodowych.

Armenia była jednym z około 60 krajów, które Trump zaprosił w zeszłym tygodniu do przystąpienia do nowego organu, który pierwotnie miał zająć się konfliktem w Strefie Gazy, zgodnie z przyjętą w listopadzie rezolucją ONZ.

Ceremonia podpisania odbyła się w szwajcarskim Davos, na marginesie odbywającego się tam dorocznego Światowego Forum Ekonomicznego. Wzięli w niej udział przywódcy i inni wysocy rangą przedstawiciele Bahrajnu, Maroka, Argentyny, Armenii, Azerbejdżanu, Belgii, Bułgarii, Egiptu, Węgier, Indonezji, Jordanii, Kazachstanu, Kosowa, Mongolii, Pakistanu, Paragwaju, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Uzbekistanu.

Żaden z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, poza Stanami Zjednoczonymi, nie był obecny. Inne ważne państwa zachodnie, takie jak Niemcy i Włochy, również były wyraźnie nieobecne na ceremonii, co uwydatniło obawy, że inicjatywa Trumpa może podważyć działalność Organizacji Narodów Zjednoczonych. „Będziemy współpracować z wieloma innymi, w tym z Organizacją Narodów Zjednoczonych” – powiedział Trump podczas ceremonii, wyraźnie nawiązując do tych obaw.

Trump ponownie ogłosił, że od czasu powrotu do władzy rok temu zakończył wiele konfliktów międzynarodowych, w tym spór Armenii z Azerbejdżanem. Prezydent USA był gospodarzem sierpniowych rozmów Paszyniana z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem w Białym Domu, które doprowadziły do ​​sfinalizowania traktatu pokojowego.