Saakaszwili i Gakharia oskarżeni przez Marzycieli o aferę podsłuchową

Gruzińskie Marzenie podjęło się obrony obwodowej – premier, przewodniczący partii rządzącej, burmistrz Tbilisi i wszyscy mający jakiekolwiek znaczenie członkowie ekipy rządzącej muszą walczyć z opozycyjnymi mediami. Co więcej, władze, oskarżając swoich przeciwników o wyciek danych na temat masowych podsłuchów, są zdezorientowane w zeznaniach. W tym samym czasie, po raz pierwszy od dnia upublicznienia akt, na miejscu pojawił się wyznaczony na głównego podejrzanego były premier Giorgi Gakharia.

Władze gruzińskie, nieco otrząsnąwszy się po bezprecedensowym napływie do sieci informacji o masowych podsłuchach przywódców kościelnych, dyplomatów, dziennikarzy, przedstawicieli sektora pozarządowego i Biura Obrońcy Publicznego prowadzonych przez służby specjalne, starają się rozpocząć kontrofensywę. ​​

Nadal nie mogą decydować o konkretnych adresatach swoich oskarżeń. Poczynając od trzeciego prezydenta Micheila Saakaszwilego, a następnie przechodząc do byłego członka jego własnego zespołu Giorgiego Gakharii, rządząca partia próbuje teraz zjednoczyć obu polityków w jeden antypaństwowy podmiot. Premier Irakli Garibashvili podrkeśla: to, co się dzieje, to „brudna, zaplanowana z góry prowokacja Saakaszwilego i jego popleczników przy użyciu półprawd i podręcznych mediów.”

Intryga największego wroga Gruzińskiego Marzenia

„Saakaszwili wypowiedział się w sierpniu, że szykuje bardzo poważną prowokację. Prawdopodobnie pod wpływem narkotyków nie mógł się powstrzymać i zapowiedział to z wyprzedzeniem. Widzieliście ten materiał? W sierpniu wyszedł i powiedział, że ma dowody przeciwko kościołowi, zapowiedział zbliżającą się prowokację. Ich wspólna prowokacja (Gakharia i Saakaszwili), jest bardzo łatwa do wytłumaczenia.” – stwierdził Garibashvili.

,,Nie jest wykluczone, że ten człowiek, jako premier, stał się marionetką Saakaszwilego. Co więcej, sprawdzenie autentyczności tysięcy plików wymaga czasu. Ta marna opozycja wyliczyła sobie tę prymitywną kalkulację. Wiedzą, że wszędzie zawodzą i wymyślili tę prymitywną, ale poważną prowokację przeciwko kościołowi.” – przekonywał w ostatnich dniach premier.

Ponadto gruzińskie Marzenie oceniło swojego byłego premiera Giorgiego Gakharię i jego współpracownika, byłego wiceszefa Państwowej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Chodjewaniszwilego, na wykonawcę woli Saakaszwilego. Były szef Gabinetu Ministrów w rozmowie z opozycyjną telewizją Formuła powiedział, że będąc szefem rządu nawet nie posiadał wiedzy o skali podsłuchów, w jakie zaangażowana była Służba Bezpieczeństwa Państwa:

„Nie, nie wiedziałem o tym. Oczywiście otrzymałem informacje na temat stanu bezpieczeństwa państwa i zagrożeń stojących przed krajem. To była część mojej pracy. Ale nie było mowy o żadnych nieautoryzowanych podsłuchach. Zajmowałem się reformami i kiedy stało się dla mnie jasne, że partia przedkłada własne interesy nad państwowe, odszedłem.”- powiedział Gakharia.

Jednocześnie były premier nie odpowiedział na pytanie, komu następnie przekazano dane gromadzone przez Służbę Bezpieczeństwa Państwa. Według niego problem dzisiejszego kraju nie polega na tym, kto dokładnie go kontroluje, ale na tym, że kraj nie jest w ogóle kontrolowany. Na odpowiedź z Gruzińskiego Marzenia nie trzeba było długo czekać. Przewodniczący partii Irakli Kobakhidze publicznie zakwestionował prawdziwość wypowiedzi byłego szefa rządu, wskazując, że obecny członek jego partii Aleksander Chodjewaniszwili był bezpośrednio powiązany z kierownictwem Służby Bezpieczeństwa Państwa:

„Niemożliwe, żeby Giorgi Gakharia nie wiedział o tym podczas swojej kadencji jako minister spraw wewnętrznych. Aleksander Chodjewaniszwili powinien był wiedzieć o istnieniu takich zapisów.” – przekonywał Kobakhidze

Reperkusje międzynarodowe a wybory samorządowe – zagranica pogrąży Marzycieli?

Sam Chodjewaniszwili poradził przedstawicielom Gruzińskiego Marzenia, w szczególności Minister Kultury Tei Tsulukiani, która stwierdziła, że ​​odpowiada za tajne działania operacyjne w Państwowej Służbie Bezpieczeństwa, aby nie rozpraszała się jego skromna osoba i nie przejmowała ich bezpośrednich obowiązków: „W czasie służby w Służbie Bezpieczeństwa nigdy nie byłem kuratorem wydziału operacyjno-technicznego. Chciałabym zaapelować do Teyi Tsulukiani, aby mogła zająć się swoją kuratorską sferą. To jest mój komentarz i jako pierwszy będę pomagać w śledztwie. Zrobię wszystko, co konieczne, aby to udowodnić.”

Jednocześnie opozycja niestrudzenie wytyka przedstawicielom partii rządzącej, że niezależnie od tego, kto opublikował materiały, sama ich obecność świadczy o nielegalnych czynach Państwowej Służby Bezpieczeństwa pod rządami Gruzińskiego Marzenia . W szczególności przedstawicielka partii Lelo Salome Samadaszwili zwraca uwagę, że oprócz kościoła, przeciwko któremu Irakli Garibashvili oskarżył Michaiła Saakaszwilego o prowokację, istnieją również fakty podsłuchiwania przedstawicieli korpusu dyplomatycznego. Szef misji dyplomatycznej UE Karl Hartzel odmówił skomentowania sytuacji na tym etapie, ale Samadaszwili uważa ten fakt za niezwykle niebezpieczny dla euroatlantyckiej przyszłości Gruzji.

„Jeżeli potwierdzi się, że rząd gruziński podsłuchiwał przedstawicieli NATO i Unii Europejskiej, będzie to automatycznie oznaczało wstrzymanie jakichkolwiek postępów w integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim lub UE. Ponieważ to bezpośrednio narusza wszystkie umowy, na których opierają się stosunki z tymi krajami.”– uważa polityk opozycyjnej partii Lelo.

Według niej niewykluczone jest, że afera dyplomatyczna może okazać się dużo poważniejsza, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, zwłaszcza na tle tego, że misje dyplomatyczne nie komentują swojego stosunku do tego, co się wydarzyło. Sam fakt, że misje zagraniczne potwierdziły autentyczność rozmów, które wyciekły do ​​sieci, sugeruje, że ani Stany Zjednoczone, ani UE, ani inni partnerzy Gruzji nie zamierzają chronić gruzińskiego rządu. A to wszystko na kilkanaście dni przed wyborami parlamentarnymi w Gruzji.