Kirgistan: 30-lecie zależnej niepodległości

Trzydzieści lat temu Kirgistan stał się pierwszym państwem w Azji Centralnej, które oficjalnie sformalizowało swoją niezależność państwową. Podsumowując doraźne wyniki suwerenności w przededniu rocznicy, Gabinet Ministrów przygotował do publikacji cykl materiałów informacyjnych, zauważając wśród osiągnięć cyfryzację, wysoki przyrost naturalny, rozwój języka narodowego czy przywrócenie historii narodowej.

Wspomniano również o reformach w dziedzinie edukacji i ustanowienie stabilnych partnerstw z krajami sąsiednimi. 31 sierpnia 1991 r. Nadzwyczajna sesja Rady Najwyższej Kirgiskiej SRR przyjęła „Deklarację Niepodległości Państwa”. 

Od tego czasu republika miała już siedmiu prezydentów, 30 premierów (niektórzy z nich sprawowali urząd nie dłużej niż dwa dni), przeżyła starcie zbrojne z bojownikami Islamskiego Ruchu Uzbekistanu i trzy zamachy stanu. W wyniku wielu reform konstytucyjnych struktura polityczna kraju zmieniała się kilkakrotnie, władze przeorientowały się na tradycje i doświadczenia swoich przodków i nie chciały już „chronić i rozwijać interesów przedstawicieli wszystkich narodowości, które wspólnie tworzą z Kirgizami, ludem Kirgistanu”, usuwając tę ​​ideę z preambuły Ustawy Zasadniczej.

Kirgistan w ogniu konfliktów etnicznych

Jedynym stabilnym trendem w latach niepodległości była tendencja do przekształcenia niegdyś zróżnicowanego etnicznie Kirgistanu w państwo monokulturowe i wzrost etnicznego nacjonalizmu. Jednym z jej najjaśniejszych przejawów w historii suwerennego Kirgistanu były wydarzenia w Oszu z 2010 roku, kiedy broń przeciwko sobie podnieśli przedstawiciele dwóch dużych społeczności Kirgistanu – uzbeckiej i kirgiskiej.  

Po rzuceniu na siebie całego zapału narodowych skarg i roszczeń, pierwsi zażądali zaprzestania nacisków na uzbeckich przedsiębiorców z grup przestępczych „z Kirgistanu” i przedstawicieli organów ścigania, ci drudzy – aby porzucili „próby autonomii”. Długotrwałe starcia zakończyły się setkami zniszczonych domów, tysiącami okaleczonych, zabitych, zadźganych i spalonych żywcem obywateli, głównie etnicznych Uzbeków, którzy od wieków mieszkali w Dolinie Fergany i wierzyli w ideę „Kirgistan to nasz wspólny dom” ogłoszonej w 1991 roku.

Państwo nie wyciągnęło z tych tragicznych wydarzeń ani jednej lekcji, ograniczając się do zarzucania błędów sowieckim „władcom”, który popełnił szereg „dramatycznych błędów” w 1924 r. przy kształtowaniu granic republik związkowych, oraz zwolennikom obalonego klanu Bakijewów, którzy rzekomo sprowokowali konflikt. Ponadto, zawieszając w 2017 r. ponad 4 tys. z 5 tys. spraw karnych dotyczących przestępstw popełnionych podczas starć międzyetnicznych, władze kirgiskie, zgodnie z konkluzją międzynarodowej organizacji praw człowieka Human Rights Watch, faktycznie odmówiły ofiarom sprawiedliwości i nie przyznały, że liczba ofiar konfliktów wśród etnicznych Uzbeków była nieproporcjonalnie wysoka.

Nie mniejsze obawy budzi szereg incydentów o zabarwieniu nacjonalistycznym w ostatnich latach – konflikty etniczne na terenach przygranicznych, wypowiedzi na portalach społecznościowych, antychińskie wiece w centrum stolicy Kirgistanu, starcia z Turkami meschetyńskimi, antyrosyjskie treści w internecie – wszystko wskazuje, że nacjonalizm w Kirgistanie czuje się świetnie i cieszy się poparciem państwa, pozostając skutecznym środkiem utrzymania władzy. Kraj w którym żyje nieco ponad 6,5 mln osób od 30 lat nie opuścił list najbiedniejszych krajów świata.

Budowanie tożsamości narodowej

Na specyficznie rozumiany patriotyzm, którego kształtowanie się w Kirgistanie przez trzydzieści lat, nie szczędzono wysiłku ani pieniędzy. Stworzono imponującą narrację historyczną, w tym opowieść o tysiącletniej państwowości i niestrudzonej walce narodu kirgiskiego z reżimami i wrogami zewnętrznymi. Dlatego nawet na skraju niewypłacalności organizowane są huczne uroczystości na cześć 30-lecia. Dziesięć lat temu tego rodzaju uroczystości kosztowały państwo 30 milionów somów (600 tysięcy dolarów). W tym roku postanowiono nie ogłaszać kwoty, aby uniknąć pomruku niezadowolenia.

Według Ministerstwa Finansów Republiki Kirgiskiej od 1991 r. wielkość państwowego zadłużenia zagranicznego Republiki Kirgiskiej wzrosła z 4,97 mln USD do 4,183 mld USD, według stanu na 30 kwietnia br., wynosząc 68 proc. PKB. Winą za wszystko jest nieokiełznana korupcja, z którą walka, według pozarządowej organizacji międzynarodowej do walki z korupcją i badania poziomu korupcji na świecie Transparency International, przez całe 30 lat suwerenności Kirgistanu była „deklaratywna”.

Zadłużenie zaciskające pętlę na szyję

Największym wierzycielem Kirgistanu, z zadłużeniem w wysokości 1,765 mld USD, jest Export-Import Bank of China. Finansuje on projekty w 68 krajach Azji, Afryki i Europy o łącznej wartości 8 bilionów dolarów. Chiny, w przeciwieństwie do Rosji, która w ciągu ostatnich 11 lat odpisała swojemu przyjacielowi i partnerowi strategicznemu 703,2 mln USD zadłużenia, rzadko wybaczają długi krajom, które wpadły w pułapkę kredytową, wymieniając je, jak pokazuje praktyka, na dostęp do strategicznie ważnych obiektów lub zasoby naturalne.

Nie trzeba daleko sięgać: w 2018 roku władze Tadżykistanu, które były winne chińczykom ponad 1,2 mld. USD zostały zmuszone przekazać mu do użytku dwa złoża złota – Górny Kumarg i Wschodnią Dubę, gdzie wydobycie będzie prowadzone do czasu pełnego zwrotu środków. Mniej więcej w tym samym czasie zalany chińskimi inwestycjami Tadżykistan dołączył do listy krajów, w których znajdowały się chińskie instalacje wojskowe.

Kirgistanowi w przypadku braku terminowych płatności grozi przekazanie pod zarząd Pekinu elektrociepłowni Biszkek, autostrady północ-południe oraz linia przesyłowej Datka-Kemin. Według prezydenta kraju Sadyra Żaparowa, jeśli to nie wystarczy, to zgodnie z warunkami umownymi Chiny zachowają prawo do wycofania z eksploatacji innych obiektów. Władze kraju liczą na zapobieżenie takiemu wynikowi poprzez zebranie 4,252 mld USD od kanadyjskiej firmy wydobywczej złota Kumtor Gold Company za naruszenie przepisów dotyczących ochrony środowiska i zadłużenie z tytułu składek ubezpieczeniowych w sektorach przemysłowym i rolniczym, których kraj nie posiada.

Wiele zagrożeń wiąże się ponadto z faktem wysokiego stopnia obciążenia kredytowego sfery społecznej, zmuszanej do reformy według zachodnich standardów, które nie zakorzeniają się na kirgiskiej ziemi. Jest za wcześnie na podsumowanie efektów przemian i wyciąganie wniosków – ale już teraz możemy stwierdzić fakty degradacji jego kluczowych sektorów – ochrony zdrowia i edukacji. Nie tylko wielomilionowe dotacje z Zachodu nigdy nie pozwoliły Kirgistanowi na zbudowanie systemu szkolnego, który pozwoliłby temu krajowi konkurować przynajmniej na poziomie regionalnym. Dość wątpliwe perspektywy pokazuje przebudowany system opieki zdrowotnej, który okazał się bezsilny wobec wyzwań pandemii COVID-19.

Wątek religijny

Wszystko to może wydawać się nonsensem w porównaniu z możliwymi konsekwencjami wieloletniego zaniedbania polityki religijnej, która doprowadziła do tego, że nie tylko arabski salafizm, wahhabizm i lokalne sekty islamistyczne czują się w Kirgistanie dobrze, ale także indyjsko-pakistańskie tablighizm. Dlatego ujawnione ideologiczne powiązania ruchu Tablighi Jamaat i Talibów w związku z wydarzeniami w Afganistanie zasygnalizowały dyskusję nie o zewnętrznym, ale o wewnętrznym zagrożeniu talibów dla bezpieczeństwa regionu.

Talibowie nie będą globalną grupą dżihadystyczną marzącą o stworzeniu kalifatu w Azji Centralnej, ale zrzeszone z nią organizacje terrorystyczne, reprezentowane w Kirgistanie przez liczne uśpione komórki, nie negują takich ambicji terytorialnych. Kirgistan liczy oczywiście na współpracę w kwestii bezpieczeństwa z partnerami z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). W kraju, w którym słońce świeci 300 dni w roku, trudno o optymizm.