Powiedzenie „nie ma alternatywy dla energii jądrowej” było w ciągu ostatnich dwóch lat tak często słyszane w Kazachstanie, że stało się niemal obowiązkowe. Mimo to w społeczeństwie wciąż panuje niezrozumienie co do powagi problemów w sektorze energetycznym i konieczności budowy elektrowni jądrowych.

Wciąż panuje opinia, że kraj jest bogaty w „błękitne paliwo”, choć według niego nie jest to do końca prawda. Faktem jest, że w gazie wydobywanym ze złóż dużą część zajmują substancje powiązane, czyli rozpuszczone w ropie naftowej, które muszą zostać oddzielone, a jest to bardzo złożony i kosztowny proces.

Na zachodzie kraju budowane są obecnie dwa zakłady przetwórstwa gazu, a na południu kilka stacji o cyklu kombinowanym, ale to zdecydowanie za mało, aby pokryć rosnący niedobór energii. Z węglem jest nie łatwiej. Rezerwy wystarczą krajowi na wiele lat, ale kazachskie elektrownie cieplne wymagają poważnej modernizacji. Ponieważ są przestarzałe i nie mogą pracować stabilnie, tylko na południu Kazachstanu deficyt energii przekracza do 50 proc.

Nic nie zastąpi atomu?

Nie można też polegać na energii wodnej. Kazachstan opanował już niemal cały swój potencjał, m.in. dzięki elektrowniom wodnym w dorzeczach rzek Irtysz i Ili. Jeśli chodzi o elektrownie słoneczne i wiatrowe, dla których 10-15 lat temu była wielka nadzieja, po tym, jak ten kierunek został zamieniony w czysty biznes, a znaczenie zostało zniekształcone, zniknęła potrzeba jego prowadzenia. W kazachskich realiach zielona energia okazała się niestabilna. Podmioty, które podjęły się projektów OZE, odzyskały zainwestowane w inwestycje środki w krótkim czasie i obecnie są nastawione wyłącznie na zysk, korzystając z licznych preferencji. Jednocześnie nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności – ani za stabilne wytwarzanie energii, ani za jej transport, ani za utylizację uszkodzonych elementów farm wiatrowych i elektrowni słonecznych (takiego warunku po prostu nie ma w umowach). Kiedy ich okres użytkowania dobiegnie końca, firma po prostu odejdzie, a państwo będzie musiało poradzić sobie z konsekwencjami za duże pieniądze. Nie mówiąc już o tym, że ilość energii generowanej w ten sposób, w przeciwieństwie do energii jądrowej, jest znikoma.

W związku z tym Kazachstan nie ma innego wyjścia, jak tylko budować elektrownie jądrowe. Teraz władze planują budowę dwóch elektrowni jądrowych, bez których początkowo można się obejść, ale w przyszłości, kraj będzie potrzebował małych reaktorów modułowych (SMR), które mogą zastąpić wszystkie elektrownie cieplne. Chiny aktywnie korzystają już dziś z zastąpienia elektrowni cieplnych SMR-ami. Jednak biorąc pod uwagę terytorium i konieczność zmniejszenia strat w sieciach, Kazachstanowi bardziej opłaca się korzystać z reaktorów o średniej mocy 300-400 megawatów. W tej chwili na świecie prawie nie ma takich firm, a tylko nieliczne firmy promują odpowiednie technologie. Wśród nich jest brytyjski Rolls-Royce, który opracował reaktor o mocy 450 MW. W 2008 roku Kazachstan rozpoczął projekt modułowego reaktora na 300 megawatów z ołowianym chłodziwem, ale niestety nie mógł go zrealizować.

Na świecie produkuje się rocznie około 50 tys. ton naturalnego uranu, z czego tylko ok. 3 proc. wykorzystuje się w postaci paliwa w reaktorach wodnych ciśnieniowych, a 97 proc. trafia do wypalonego paliwa jądrowego. Jednocześnie roczne zużycie uranu wynosi około 70 tys. ton, czyli już teraz występuje deficyt na poziomie 20 tys. ton. Biorąc pod uwagę przyjętą Międzynarodową Deklarację w sprawie trzykrotnego zwiększenia mocy w energetyce jądrowej, do 2050 r. spodziewane jest zużycie na poziomie 200 tys. ton. Nasuwa się rozsądne pytanie: skąd wziąć tyle?

Wyzwania na przyszłość

Cały świat chce zdobyć tani uran naturalny, a Kazachstan jest liderem w jego produkcji. Kraj ma szczęście do dużej ilości złóż typu piaskowiec (takie złoża znajdują się również w Uzbekistanie i Mongolii), które pozwalają wydobywać rudę w stosunkowo niedrogi sposób. W przeciwieństwie do Kanady i Australii, gdzie są zmuszeni do tego przy użyciu bardziej złożonej i kosztownej metody wydobycia. Co więcej, dziś na świecie występuje ogromne zapotrzebowanie na technologie, które zaczęto badać pół wieku temu w reaktorze BN-350 pracującym na neutronach prędkich. Mówimy o zamkniętym jądrowym cyklu paliwowym, który polega na ponownym przetwarzaniu paliwa i jego wielokrotnym użyciu. Rosja planuje jako pierwsza od pięciu lat wykorzystać taki system z użyciem reaktorów prędkich BN-600, BN-800, a w przyszłości BN-1200.

Z drugiej strony, problem likwidacji reaktorów pozostaje bardzo aktualny. Ich żywotność wynosi do 100 lat (60-80 lat z przedłużeniem), a potem po prostu zamieniają się w martwy ciężar – ze wszystkimi wynikającymi z tego negatywnymi konsekwencjami. Dlatego Kazachstan musi teraz zastanowić się, jak wykorzystać przykład BN-350, który został zatrzymany w 1998 roku, aby wypracować odpowiednie technologie i zademonstrować je światu. Ponadto niezwykle ważne jest opracowanie technologii przetwarzania wypalonego paliwa jądrowego i unieszkodliwiania odpadów wysokoaktywnych, w czym niewiele krajów ma udane doświadczenie. Pod względem legislacji oraz wdrażania odpowiednich traktatów i konwencji międzynarodowych Kazachstan generalnie radzi sobie dobrze, a gdy zostanie przyjęta ustawa o gospodarowaniu odpadami promieniotwórczymi, która jest teraz w parlamencie, będzie jeszcze lepiej. Nadal jednak istnieją luki. Dla przykładu, dla niemal każdej organizacji działającej w branży jądrowej zostały przyjęte indywidualne regulacje, a potrzebne są ujednolicone ramy regulacyjne. r.

Ogólnie rzecz biorąc, eksperci zgadzają się, że Kazachstan, mając wszystkie możliwości i zasoby, nie tylko może, ale jest zmuszony i zobowiązany do aktywnego rozwoju technologii jądrowych. W końcu kraj już teraz musi zwiększyć import energii elektrycznej z Rosji i to w kolosalnych ilościach. Oczywiście w pierwszej kolejności projekty jądrowe będą musiały być realizowane kosztem inwestorów zagranicznych. Ale są to właśnie te inwestycje, które w przyszłości, przy odpowiednim podejściu, są w stanie zwrócić się z odsetkami.