Uwaga w Gruzji wciąż skupia się na politycznym impasie między rządem zdominowanym przez Gruzińskie Marzenie a jego przeciwnikami. Gruzińskie Marzenie liczy na to, że Donald Trump przerwie obecną dynamikę w Tbilisi na ich korzyść.

Salome Zurabiszwili, która twierdzi, że pozostaje prawowitym prezydentem Gruzji, zdecydowała się opuścić pałac prezydencki pod koniec grudnia, aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z antagonistami z Gruzińskiego Marzenia. Zurabiszwili, która była głównym katalizatorem sprzeciwu wobec wysiłków Gruzińskiego Marzenia na rzecz zmiany kursu geopolitycznego kraju, dąży do pozostania liczącym się aktorem politycznym.

Kilka dni po wyjściu z pałacu Zurabiszwili stanęła u boku protestujących podczas uroczystości sylwestrowych. „Rok 2025 będzie naprawdę zwycięskim” – powiedziała w przemówieniu tego wieczoru. Przeciwnicy rządu twierdzą, że partia rządząca zaaranżowała nielegalne zwycięstwo w październikowych wyborach parlamentarnych i wzywają do rozpisania nowych wyborów.

Czas pokaże, czy Zurabiszwili zdoła być pierwszym wśród równych opozycji. Kluczowymi graczami w ruchu protestacyjnym sprzeciwiającym się Gruzińskiemu Marzeniu są działacze społeczeństwa obywatelskiego i młodzi ludzie, a nie politycy opozycji. Zurabiszwili będzie musiała porzucić swoją prezydencką osobowość i stworzyć „pewnego rodzaju nową rolę”, aby utrzymać legitymację jako symboliczna przywódczyni protestów, szczególnie dla zachodnich obserwatorów.

Główną kwestią będzie to, co zdecyduje Zachód i jak będzie postrzegał rolę Zurabiszwili, zwłaszcza Stany Zjednoczone. Od czasu nasilenia się protestów pod koniec listopada ruch opozycyjny cieszy się poparciem Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, które nałożyły sankcje na gruzińskich przywódców za wstrzymanie konstytucyjnie umocowanych wysiłków na rzecz integracji kraju z zachodnimi instytucjami politycznymi i gospodarczymi. Stanowisko USA i UE może się jednak zmienić pod koniec stycznia, gdy Donald Trump powróci na stanowisko prezydenta USA.

W tym momencie strategia Gruzińskiego Marzenia na radzenie sobie z antyrządowymi protestami wydaje się być wyczerpana. Przedstawiciele Gruzińskiego Marzenia publicznie oświadczyli, że czekają na inaugurację Trumpa 20 stycznia, wierząc, że zakończy on „praktykę szantażu ze strony niektórych europejskich polityków i urzędników”, jak twierdzi premier Irakli Kobachidze.

Liderzy Gruzińskiego Marzenia mogą się przeliczyć, jeśli sądzą, że Trump przyjdzie im na ratunek. Administracja Trumpa może pozostać nieaktywna na Kaukazie Południowym. W tym samym czasie w Waszyngtonie pojawiają się ponadpartyjne głosy domagające się zdecydowanej reakcji na demokratyczny regres Gruzji. 3 stycznia ustawodawcy ponownie wprowadzili tzw. ustawę MEGOBARI, która utoruje drogę do nowych sankcji wobec urzędników państwowych. Stało się to po tym, jak Stany Zjednoczone już pod koniec grudnia nałożyły sankcje na lidera i honorowego prezesa Gruzińskiego Marzenia, Bidzinę Iwaniszwilego.

Jeden ze inicjatorów ustawy, Joe Wilson, republikanin z Południowej Karoliny, jest zdecydowanym krytykiem Gruzińskiego Marzenia i utrzymuje, że Zurabiszwili jest nadal „prawowitym” prezydentem. W wywiadzie udzielonym pod koniec grudnia gruzińskim mediom Wilson odrzucił założenie partii rządzącej, że obecne władze w Tbilisi znajdą wspólny język z administracją Trumpa.

„Myślę, że mają całkowicie błędne wyobrażenie o Donaldzie Trumpie” – powiedział Wilson. „Jest zwolennikiem wolności i demokracji i popiera przywódców takich jak prezydent Zurabiszwili, która wypowiada się przeciwko zbrodniarzowi wojennemu Putinowi. Trump jest zwolennikiem negocjacji z innymi krajami, ale kiedy widzi, że nie da się zawrzeć umowy, działa zdecydowanie”.