Gruzja: Geopolityczna rozgrywka rządzących

Podczas gdy gruzińska partia rządząca dokonała ostrego zwrotu i rozpętała bezprecedensową kampanię pod adresem swoich zachodnich partnerów, rosyjscy urzędnicy zareagowali z aprobatą, wywołując spekulacje na temat tego, co kiedyś było nie do pomyślenia: geopolitycznego zwrotu Gruzji w kierunku Rosji.

Jednak analitycy zarówno w Moskwie, jak i w Tbilisi uważają, że geopolityczna sygnalizacja partii Gruzińskie Marzenie jest przeznaczona przede wszystkim na użytek wewnętrzny przed kluczowymi wyborami w Gruzji, które odbędą się jesienią tego roku.

Partia rządząca, która od tygodni zmaga się z masowymi protestami i międzynarodową krytyką w związku z kontrowersyjną ustawą o „zagranicznych agentach”, stąpa po cienkiej linie w swoim przekazie. Chce obwiniać Zachód – a co za tym idzie, głęboko prozachodnią opozycję – za problemy w kraju.

Partia chce też zademonstrować, że Gruzja skorzysta na jej przychylnym podejściu do Moskwy, dbając jednocześnie o to, by nie przymilać się zbytnio do kraju, który przytłaczająca większość Gruzinów wciąż uważa za swojego największego wroga.

Terytoria separatystyczne

Trudność tego balansowania uwidoczniła się w ostatnich tygodniach, gdy pojawiła się narracja, że Gruzińskie Marzenie może pracować nad porozumieniem zapewniającym zwrot terytoriów Abchazji i Osetii Południowej, które oderwały się od Gruzji w wojnach separatystycznych w latach 90.

Terytoria te są obecnie silnie wspierane przez Rosję, która zapewnia kluczową pomoc finansową faktycznym władzom, a także stacjonuje tam tysiące żołnierzy. Od dawna krążyły jednak pogłoski, że Rosja i Gruzja mogą w końcu dojść do jakiegoś porozumienia: Gruzja zrzeknie się euroatlantyckich aspiracji, a Rosja pozwoli Gruzji odzyskać kontrolę nad utraconymi terytoriami.

Teoria ta nabrała nowego życia latem 2023 r., kiedy Gruzja niespodziewanie wznowiła bezpośrednie loty z Rosją, a część deputowanych Gruzińskiego Marzenia rzuciła uważa, że rozpoczynając naprawę stosunków z Rosją, zostaną nagrodzeni zwrotem utraconych terytoriów. Jeden z deputowanych Gruzińskiego Marzenia zasugerował niedawno, że dyskutowane jest porozumienie, pisząc na Facebooku 24 maja, że „będziemy cierpieć zarówno z powodu sankcji, jak i gróźb… Za Abchazję, za Samachablo [alternatywna gruzińska nazwa Osetii Południowej], za Gruzję!”

Spekulacje nasiliły się jeszcze bardziej w ostatnich tygodniach, gdy Gruzińskie Marzenie wprowadziło na początku kwietnia ustawę o „zagranicznych agentach”, która ustanowi rejestr finansowanych z zagranicy organizacji pozarządowych i organizacji medialnych. Wywołało to kryzys z europejskimi i amerykańskimi partnerami Gruzji, a także z wewnętrznymi oponentami, którzy nazywają ustawę „rosyjskim prawem” ze względu na wykorzystywanie przez Kreml podobnych przepisów do uciszania krytycznych głosów.

Gruzińska opozycja przyczyniła się do podsycenia spekulacji na temat terytoriów separatystycznych. Według liderów partii Droa (Czas) na początku marca podsłuchali oni w kawiarni rozmowę deputowanego Gruzińskiego Marzenia z gruzińsko-rosyjskim biznesmenem zbliżonym do Kremla, podczas której obaj mieli rozmawiać o utworzeniu konfederacji Gruzji, Abchazji i Osetii Południowej.

W Abchazji i Osetii Południowej wszystko to podsycało obawy, że za ich plecami może dojść do porozumienia. Jeden z czołowych abchaskich dziennikarzy, Inal Chaszig, napisał pod koniec kwietnia, że „jedynym motywem”, jaki widzi dla przywrócenia przez Gruzińskie Marzenie ustawy o „zagranicznych agentach”, będzie porozumienie z Moskwą w sprawie odzyskania kontroli nad Abchazją i Osetią Południową.

UE do 2030 r.

Gdy spekulacje narastały, premier Irakli Kobachidze złożył interesującą deklaracje. 26 maja, w Dzień Niepodległości Gruzji, obiecał, że Gruzja przystąpi do Unii Europejskiej do 2030 roku, wraz z Abchazją i Osetią Południową. O ile mgliste obietnice odzyskania Abchazji i Osetii Południowej są standardem dla wszystkich gruzińskich polityków, o tyle w obecnej sytuacji wypowiedź Kobachidze brzmiała szczególnie mocno.

To właśnie w tym momencie do głosu doszła oficjalna Moskwa. Rosyjscy urzędnicy, którzy wcześniej zachwalali „racjonalne” i „pragmatyczne” dystansowanie się Tbilisi od Zachodu, wyszyli, by wyśmiać twierdzenia Kobachidze. Grigorij Karasin, główny wysłannik Rosji do Gruzji, nazwał to twierdzenie „diabelską logiką”. Konstantin Zatullin, starszy deputowany do Dumy, niższej izby parlamentu, powiedział, że Kobachdize jedynie „demonstruje swój patriotyzm”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa nazwała to „fantazją” i wskazała na oświadczenia de facto rządów (Rosja formalnie uznaje je za niepodległe państwa) odrzucające ofertę.

Porozumienie jest mało prawdopodobne na wielu poziomach. Formalne uznanie przez Rosję niepodległości Abchazji i Osetii Południowej – ogłoszone po wojnie z Gruzją w 2008 roku – oznaczało punkt bez powrotu, krok, który trudno byłoby uzasadnić odwróceniem. Trudno byłoby też pokojowo wprowadzić taką umowę w życie. Nawet gdyby Moskwie i Tbilisi udało się w jakiś sposób dokooptować przywódców regionów do konfederacji, zarówno w Abchazji, jak i Osetii Południowej istniałaby powszechna, powszechna opozycja wobec gruzińskich rządów.

Co więcej, ani Gruzja, ani Rosja nie ufają sobie na tyle, by pozostać wiernymi tak przełomowemu układowi. Rosja dobrze wie, że Gruzja może łatwo zmienić rząd i znów będzie antyrosyjska. Jeśli więc teraz zrezygnują z Abchazji i Osetii Południowej, bardzo trudno będzie je odzyskać. Ale rzucanie aluzji o możliwości zawarcia takiej umowy zgrabnie zazębia się z przekazem partii rządzącej.

Jednym ze stałych elementów oferty Gruzińskiego Marzenia dla wyborców, odkąd doszła ona do władzy 12 lat temu, zawsze było to, że w przeciwieństwie do poprzedniego rządu, będą trzymać Gruzję z dala od wojny. Narracja ta leżała u podstaw ich ostrożnej reakcji na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę w 2022 r., która z czasem nabrała bardziej rozbudowanego i antyzachodniego tonu. Przedstawiciele partii twierdzą, że mroczna „globalna partia wojny” stara się wciągnąć Gruzję w wojnę z Rosją i że tylko Gruzińskie Marzenie jest w stanie utrzymać Gruzinów z dala od konfliktu.

Przed kluczowymi wyborami parlamentarnymi w październiku, Gruzińskie Marzenie rozszerzyło tę narrację o elementy wewnętrzne i społeczne. Partia określiła ustawę o „zagranicznych agentach” i pakiet ustaw anty-LGBT jako konieczne, aby zapobiec szkodliwym wpływom z Zachodu za pośrednictwem organizacji pozarządowych, które są finansowane przez Zachód i opowiadają się za wartościami liberalnymi.

Nastroje społeczne a wektory orientacji gruzińskiej polityki zagranicznej

O ile jednak krytyka Zachodu mogłaby trafić do części gruzińskich wyborców, o tyle orientacja prorosyjska spotkałaby się z szerokim sprzeciwem. W sondażu przeprowadzonym jesienią 2023 r. największa część zwolenników Gruzińskiego Marzenia opowiedziała się za prozachodnią polityką zagraniczną przy jednoczesnym utrzymaniu dobrych relacji z Rosją. Kiedy to samo pytanie zadano zwolennikom opozycji, większość z nich poparła wyłącznie prozachodnią politykę zagraniczną. W pełni prorosyjska polityka zagraniczna uzyskała niewielkie poparcie: 10 proc. wśród wyborców Gruzińskiego Marzenia i 1 proc. wśród zwolenników opozycji.

Ostatnie sondaże wskazują również na potencjalny urok porozumienia z Rosją w sprawie Abchazji i Osetii Południowej. W sondażu przeprowadzonym w 2021 r. przez Kaukaskie Centrum Zasobów Badawczych Gruzini zostali zapytani, czy gdyby mieli wybrać tylko jedną opcję, wybraliby kontrolę nad Abchazją i Osetią Południową, czy większą integrację z Zachodem. Aż 78 procent wybrało tę pierwszą opcję.

Rozpowszechnianie tego pomysłu jest więc równoznaczne z przedwyborczym „blefem” Gruzińskiego Marzenia dla wyborców, którzy mogą być zainteresowani taką umową. A urzędnicy są ostrożni, aby nie obiecywać niczego otwarcie, ale zamiast tego przeprowadzają podświadomą kampanię z wiarygodną możliwością zaprzeczenia.

Potem, po wyborach, powiedzą: Przepraszamy, nie powiedzieliśmy tego, Suchumi [centrum administracyjne Abchazji] powiedziało to, Osetyjczycy Południowi powiedzieli to, Rosjanie powiedzieli to. Niczego wam nie obiecaliśmy. Oznacza to, że z jednej strony starają się celowo wprowadzić ten temat do kampanii, a z drugiej strony nie biorą za to odpowiedzialności.