Co dalej z Gazociągiem Transkaspijskim?

Globalne zmiany na arenie światowej oraz transformacja stosunków handlowych i gospodarczych na kontynencie euroazjatyckim w ostatnich latach spowodowały wzrost zainteresowania szeregiem projektów, które w przeszłości wielu wydawały się bez znaczenia. Chęć uświadomienia sobie tego, co wczoraj z wielu powodów uznano za niemożliwe, była również pobudzona przez wydarzenia, które rozegrały się wokół Rosji po rozpoczęciu wojny na Ukrainie.

Ostre antyrosyjskie sankcje, zerwanie poprzednich łańcuchów gospodarczych, przesunięcie ośrodków politycznych do nowych regionów i wiele innych miało bezpośredni wpływ na intensyfikację działań krajów regionu azjatyckiego, gdzie w obecnej sytuacji widzieli szansę na uzyskanie różnych korzyści dla siebie.

W związku z tym nie jest zaskakujące, że w ciągu ostatniego roku nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania tzw. gazociągiem transkaspijskim (TCG), który został nazwany jednym ze strategicznie ważnych projektów energetycznych w całej przestrzeni euroazjatyckiej. Jednocześnie szum wokół niego nadal wygląda jak pewna polityczna kampania PR z bardzo niejasnymi perspektywami gospodarczymi.

Sam pomysł budowy podwodnego gazociągu transkaspijskiego o przepustowości 30 mld m3 rocznie z Turkmenistanu przez Azerbejdżan i Gruzję do Europy ma kilkanaście lat i był dyskutowany pod koniec ubiegłego wieku przy aktywnym udziale Turcji. Plany realizacji projektu pozostały jednak na poziomie rozmów, a w regionie budowano kolejne gazociągi, np. Nabucco i tzw. Południowy Korytarz Gazowy (SGC), obejmujący gazociągi transanatolijski (TANAP) i transadriatycki (TAP).

Przyczyn takiego stanu rzeczy było wiele, w tym koszt projektu TCG (około 5 mld USD), problemy techniczne i środowiskowe przy układaniu 300 km rury przez Morze Kaspijskie, a także kwestie polityczne związane z interesami wszystkich graczy w regionie. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero w ostatnich latach, na co bezpośredni wpływ miały kwestie geopolityki i interesów Zachodu.

Zainteresowanie gazem z Turkmenistanu

Przez długi czas zachodnie firmy nie zwracały większej uwagi na projekt TCG, pozostawiając go na łasce Turcji. Jednak kilka lat temu Stany Zjednoczone nagle wykazały zainteresowanie projektem, w którym utworzono Trans Caspian Resources. Amerykanie ogłosili plany budowy gazociągu łączącego dwa pola gazowe na Morzu Kaspijskim – Azeri-Chirag-Gunashli w Azerbejdżanie i Livanov Bank w Turkmenistanie o długości 77-78 km, co powinno pozwolić turkmeńskiemu gazowi dostać się bezpośrednio do SGC. W rzeczywistości ogłoszone plany są jedną z wcześniej omawianych opcji budowy TCG o przepustowości 10-12 mld m3.

Gwałtowny wzrost amerykańskiego zainteresowania takim projektem tłumaczy się dążeniem Waszyngtonu do dalszego osłabienia pozycji Rosji na europejskim rynku gazu, a także zwiększenia roli Stanów Zjednoczonych w alternatywnych dostawach błękitnego paliwa z krajów azjatyckich do europejskich konsumentów. Ponadto w przypadku budowy tego gazociągu Stany Zjednoczone będą mogły zwiększyć swój wpływ na politykę gazową Turkmenistanu, który dysponując ogromnymi rezerwami gazu, w dającej się przewidzieć przyszłości nie jest w stanie samodzielnie zwiększyć ani jego produkcji, ani eksportu.

Ta ostatnia stała się szczególnie ważna dla Amerykanów po tym, jak rosyjska firma Łukoil wykazała zainteresowanie złożem Dostlug położonym w centrum Morza Kaspijskiego (około 100 mld m3 gazu), którego zamiar wspólnego rozwoju Baku i Aszchabad uzgodniły w 2021 roku, co wyraziło chęć zostania operatorem tego projektu. W rzeczywistości to działania Federacji Rosyjskiej stały się jednym z motorów zmian w sytuacji wokół TCG.

Impulsem do działań państw Azji Centralnej było również dążenie Unii Europejskiej pod przywództwem Waszyngtonu do rezygnacji z rosyjskiego gazu w zamian za „alternatywę”, w większości przypadków dostarczaną ze Stanów Zjednoczonych. Jak powiedział niedawno szef europejskiej dyplomacji Josep Borrell, Bruksela jest zainteresowana rozszerzeniem współpracy z państwami Azji Centralnej w ramach budowy korytarzy transportowych poza jurysdykcją rosyjską. W związku z tym w ostatnich miesiącach zaczęło pojawiać się coraz więcej oświadczeń o możliwości dostaw ropy i gazu na rynek europejski z regionu azjatyckiego z pominięciem Rosji. I, co nie jest zaskakujące, na jednym z głównych skrzypiec w tym przypadku gra Turcja, która była w dość korzystnej pozycji, ponieważ udało jej się utrzymać więzi zarówno z Moskwą, jak i krajami zachodnimi.

Turcja i Azerbejdżan zainteresowane nowym gazociągiem

W ostatnich miesiącach Ankara podjęła wiele kroków, aby stać się jednym z poważnych graczy na rynku gazu nie tylko w Azji, ale także w Unii Europejskiej, stając się największym regionalnym hubem gazowym, przez który będzie pompowane błękitne paliwo nie tylko z Rosji, Iranu i Azerbejdżanu, ale także z Turkmenistanu. Ankara wcześniej informowała, że wraz z Baku jest gotowa rozpocząć prace nad transportem turkmeńskiego gazu na rynki europejskie, a w lipcu ubiegłego roku wiceprezydent Turcji Fuat Oktay podczas wizyty w Aszchabadzie powiedział, że rozwijane są trzy trasy dostaw błękitnego paliwa z Turkmenistanu do Turcji.

Równolegle z Turkami uaktywniło się także Baku, gdzie we wrześniu prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew ogłosił możliwość zwiększenia przepustowości TANAP-u do 32 mld m3 w celu zwiększenia dostaw w kierunku zachodnim. Jak wiadomo, 14 października, po spotkaniu z Władimirem Putinem, turecki przywódca Recep Tayyip Erdogan polecił wypracować kwestię stworzenia międzynarodowego hubu gazowego w kraju, z którym można teraz podłączyć projekt budowy TCG.

O tym, że idea gazociągu transkaspijskiego jest ponownie aktywnie dyskutowana w świetle restrukturyzacji dawnej logistyki gazowej, świadczy również intensyfikacja w ostatnich miesiącach spotkań przedstawicieli państw regionu. Jednym z najważniejszych wydarzeń były negocjacje szefów Turcji, Azerbejdżanu i Turkmenistanu w Turkmenbaszy 14 grudnia 2022 r., podczas których omawiano kwestie dostaw gazu do Europy gazociągami TANAP i TAP oraz stwierdzono potrzebę „pracy nad transportem turkmeńskiego gazu ziemnego na rynki zachodnie w ten sam sposób”.

Kilka dni później turecki minister energii i zasobów naturalnych Fatih Donmez wyraził nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zostanie opracowana „mapa drogowa” dla dostaw błękitnego paliwa z Turkmenistanu do Europy, a grupa robocza została już utworzona do pracy nad tą kwestią. Mówiąc najprościej, Ankara, wyczuwając realną szansę stania się jednym z najważniejszych graczy na rynku gazowym Eurazji, jest gotowa stać się inicjatorem nie tylko zwiększenia przepustowości istniejących gazociągów, ale także budowy nowego.

Kto i co stoi na przeszkodzie inwestycji?

Jednak perspektywy dla projektu TCG są obecnie nadal dość niejasne. Zwłaszcza w związku z niedawną wypowiedzią Ilhama Alijewa, że Baku oczywiście popiera projekt gazociągu transkaspijskiego, ale nie może być inicjatorem jego realizacji, „bo to nie jest nasz gaz”. Jednocześnie przypomniał jeden z głównych problemów projektu – studium wykonalności z jasnymi gwarancjami dla dostawców. Ponadto nie wolno nam zapominać o trudnościach Turkmenistanu w zwiększaniu wielkości produkcji, a także o braku chętnych do sfinansowania budowy: Turcja czy Azerbejdżan, a tym bardziej Turkmenistan dzisiaj, nie ma takich możliwości finansowych i technicznych.

Niejasna pozostaje też polityka Unii Europejskiej, która nie chce podpisywać długoterminowych kontraktów gazowych i nadal mówi o konieczności przejścia na zieloną gospodarkę i zmniejszenia zużycia gazu. W takich warunkach ani Ankara, ani Baku, ani nikt inny nie chce zamrozić funduszy i nie jest jeszcze jasne, czy Europa da pieniądze na projekt. Inicjatorem projektu mogłyby być Stany Zjednoczone, jednak jak już wskazano powyżej, Amerykanie postanowili ograniczyć się do budowy niewielkiego odcinka przy minimalnych nakładach inwestycyjnych, a ich udział w globalnym projekcie na Morzu Kaspijskim nie wchodzi w rachubę.

Ponadto nie można zapominać o interesach czołowych graczy w regionie Morza Kaspijskiego – Rosji i Iranu, które absolutnie nie są zadowolone z możliwości wzmocnienia pozycji Turkmenistanu na rynku gazu. Dlatego dziś większość ekspertów skłonna jest sądzić, że ani Moskwa, ani Teheran nie wydadzą zgody na budowę jakichkolwiek gazociągów przez Morze Kaspijskie, których konieczność przewiduje Konwencja o statusie prawnym Morza Kaspijskiego z 2018 roku. Dokument zawiera szereg środków, w tym związanych z bezpieczeństwem środowiskowym, które dają Rosji i Iranowi możliwość zakazania jakiejkolwiek budowy.

Dziś, zwłaszcza biorąc pod uwagę presję sankcji na Moskwę, mało kto ma wątpliwości, że budowa TCG jest planowana bez uwzględnienia interesów dwóch głównych graczy na Morzu Kaspijskim. Póki co ani Rosja, ani Iran nie widzą większego sensu w tym projekcie, a wszystkie wypowiedzi Turcji czy Turkmenistanu o konieczności przyspieszenia prac nad projektem wciąż nie mogą być postrzegane jako początek praktycznej realizacji ponad 20-letniego pomysłu.

Polityczny gazociąg

Tym samym, mimo intensyfikacji rozmów o budowie PGK, są one nadal bardziej polityczne niż ekonomiczne, co pozwoliłoby na realizację projektu. Dla azjatyckich konkurentów Rosji ważne jest stworzenie pozorów gotowości do zwiększenia eksportu w kierunku zachodnim. Interesy Turcji w tej kwestii są również bliższe polityce, gdyż obecnie kraj ma wystarczająco dużo istniejących gazociągów, aby stworzyć hub gazowy. Mgliste perspektywy PGK są wykorzystywane przez Ankarę do zwiększenia swojego statusu na arenie międzynarodowej i szansy w przyszłości na wzmocnienie wpływów nie tylko na Azerbejdżan, ale także na Turkmenistan, zapewniając sobie centralną rolę w podejmowaniu decyzji politycznych w regionie azjatyckim.

Rosja może tylko patrzeć na wszystko, co się dzieje i planować swoje dalsze działania w oparciu o rozwój wydarzeń. Moskwa nie ma szczególnych problemów w związku z częstymi rozmowami wokół TCG i nie oczekuje się jej w dającej się przewidzieć przyszłości, ponieważ projekt ten najwyraźniej pozostanie na papierze jeszcze przez jakiś czas.