Rosja od dawna wykorzystuje przemysł spożywczy jako instrument przymusu. Gruzini doświadczali takiej presji przez ostatnie dwie dekady. A teraz niektórzy Ormianie podejrzewają, że Rosja robi im to samo, tylko tym razem Moskwa wykorzystuje Gruzinów jako egzekutorów. Gruzja zaprzecza, ale w grę mogą wchodzić zmiany geopolityczne.

W ostatnich tygodniach armeńscy eksporterzy doświadczyli wielu kłopotów z transportem przez Gruzję napojów alkoholowych przeznaczonych do Rosji, w szczególności wzmożonych kontroli celnych przeprowadzanych przez gruzińskich urzędników. Eksporterzy zgłaszają, że przedłużające się kontrole i spontaniczne testy laboratoryjne powodują duże opóźnienia w tranzycie i poważne straty finansowe, zagrażając dostępowi do rynków eksportowych w Rosji i krajach bałtyckich.

13 maja przedstawiciele kilku armeńskich eksporterów napojów alkoholowych zorganizowali protest przed ambasadą Gruzji w Erywaniu. Producenci twierdzą, że ich przesyłki nie są przeznaczone do sprzedaży na terenie Gruzji i w związku z tym zakwestionowali konieczność przeprowadzania testów na obecność alkoholu w ładunkach tranzytowych. 15 maja minister gospodarki Armenii Gevorg Papojan publicznie odniósł się do tej kwestii, stwierdzając, że „powody opóźnień nie są dla nas jasne”. Zapowiedział też zamiar udania się do Gruzji, aby osobiście rozwiązać tę sprawę. Stało się to zaledwie tydzień po tym, jak gruziński minister gospodarki Lewan Dawitaszwili odwiedził Erywań, aby wziąć udział w dwustronnym forum biznesowym, na którym w oficjalnych oświadczeniach nie pojawiła się żadna wzmianka o kwestiach tranzytowych.

Do wizyty Papojana jednak jeszcze nie doszło. Zaledwie tydzień po swoim komentarzu z 15 maja minister powiedział dziennikarzom, że Armenia jest w trakcie „bardzo aktywnych rozmów” z Gruzją, ale sytuacja rozwija się w sposób, który sprawia, że jego wizyta prawdopodobnie nie przyniesie żadnych efektów. Niektórzy w Erywaniu podejrzewają, że gruzińscy urzędnicy działają na polecenie Rosji, aby zakłócić ormiański eksport. Zwracają uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch lat Gruzja i Armenia wymieniały się miejscami geopolitycznymi: Erywań przez długi czas był strategicznym partnerem Kremla na Kaukazie Południowym, ale ostatnio próbował zdystansować się od Moskwy, zbliżając się do Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. W tym samym okresie rząd Gruzińskiego Marzenia zrobił coś dokładnie odwrotnego – odrzucił zachodnie integrację i ożywił więzi z Rosją.

Rosja ma historię wykorzystywania swoich wpływów handlowych do karania tego, co postrzega jako geopolityczne nieposłuszeństwo. Gruzini powinni wiedzieć o tym lepiej niż ktokolwiek w regionie. W 2006 r. ówczesny przywódca Gruzji Micheil Saakaszwili prowadził politykę mającą na celu zakwalifikowanie Gruzji do członkostwa w UE i NATO, Rosja nałożyła embargo na gruzińskie wino, co uderzyło w gospodarkę. Mimo obaw Armenii co do motywów Tbilisi, władze Gruzji są powściągliwe w rozmowach na ten temat. Przedstawiciele Gruzińskiej Służby Skarbowej, kluczowej agencji nadzorującej operacje celne, zaprzeczyli, jakoby wprowadzali jakiekolwiek zmiany w procedurach.

Tymczasem 15 maja rosyjska gazeta Izwiestia opublikowała relację ze spotkania w Moskwie przedstawicieli gruzińskiego i rosyjskiego biznesu. Rozmowy dotyczyły obaw o jakość gruzińskich produktów, w tym koniaku. W artykule stwierdzono, że „strona gruzińska obiecała w najbliższej przyszłości zorganizować nowe laboratorium do tych celów” i wspomniano o planach „zaostrzenia kontroli nad tym, co jest transportowane” przez punkt kontrolny Górny Lars, główny szlak tranzytowy dla armeńskiego eksportu.

Chociaż raport Izwiestii nie wspomina konkretnie o Armenii ani jej produktach, zbiega się to w czasie z trwającymi opóźnieniami na granicy gruzińskiej. Zarzuty o braki jakościowe związane z ormiańskimi napojami nie są nowością na rosyjskim rynku. Gruzińskie media informują o znacznym spadku ruchu transgranicznego z Armenii. W kwietniu tranzyt lądowy z Armenii przez Gruzję spadł o 20,3 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem w 2024 r., podczas gdy całkowity wolumen ładunków spadł o 30,2 proc. Procedury kontroli granicznej, w tym kontrole laboratoryjne na miejscu, obowiązują od około półtora miesiąca.